czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 3: Znajdę Cię!

*Violetta*
Obudziłam się w wyśmienitym humorze. O dziwo wcześniej, niż miał mnie obudzić budzik. Poleżałam sobie jeszcze z jakieś pięć minut, i myślałam.. o wszystkim, ale o niczym. Wyszłam z Ciepłego łóżka, i tak jak codziennie wybrałam swój strój do szkoły, tym razem postawiłam na coś ostrzejszego.
Gotowa poszłam do łazienki, umyłam zęby uczesałam się w lekkiego koka, i zeszłam na dół. Na stole, jak zwykle czekały na mnie moje przepyszne kanapeczki.
Zostało mi jeszcze dużo czasu, a odkąd Angie i Pablo chodzą do pracy, a mała do przedszkola, ja rano mogę grasować sobie po domu ile chcę.  Usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizję. Poranne wiadomości mnie nie interesują, więc wyłączyłam maszynę. Spojrzałam na telefon. Powinnam już wychodzić. Wzięłam torbę, i wyszłam z domu. Zamykając dom, przypomniało mi się, że muszę wziąć bluzę Leona. Pobiegłam na górę, chwyciłam ją, i zamknęłam drzwi. Na dworze zrobiło się trochę chłodno.. no ale ja oczywiście nie wzięłam nic do ubrania. No trudno, musiałam założyć bejsbolówkę. Nie wiem co mnie naszło, ale powąchałam rękaw od niej. Czułam wyśmienite męskie perfumy. Jakbym mogła, to wąchałabym je cały czas. :D
Żebym nie miała przypału, przed szkołą zdjęłam własność Leona. Weszłam do budynku, wszędzie tylko same wrzaski. Chodziłam po korytarzach ale nigdzie nie mogłam znaleźć pana "ała boli mnie."
W pewnym momencie wpadłam na Francescę.
-O Viola, jak miło Cię widzieć. Gdzie byłaś przez ostatnie lekcje?
-Długo by wymieniać.
-Czy to nie bluza Leona?- wskazała na przedmiot który trzymałam w ręku.
-Nie, a w zasadzie to tak.. Zabawna historia.. no ale szukam go i nigdzie nie mogę znaleźć, chcę mu to oddać ale go nie ma. W ogóle, to przyszedł dzisiaj do szkoły?
-Tak, chyba tak. Poszedł gdzieś tam z chłopakami. O tam siedzą.- krzyknęła.
-Dzięki.-Uśmiechnęłam się i poszłam w stronę  Leona, który siedział w grupie chłopaków.
Siedzieli i śmiali się, w sumie, to wyglądali na fajnych ludzi.
- Leon!-  machnęłam ręką żeby do mnie podszedł, nie chciałam przerywać mu tych swoich gadanin z kolegami.- Oddaję twoją własność.- uśmiechnęłam się.
Na widok mnie rozmawiającą z Leonem, chłopacy zaczęli gwizdać nie wiem o co im chodziło, ale tak jakoś na policzkach powstały mi rumieńce.
- Ej Leon! Za takie powinieneś się brać, a nie za byle jaką Stephie. - Zaczęli się śmiać.
W sumie to chyba miałby być komplement, w każdym bądź razie jakoś miło mi się zrobiło.
-Dziękuję.- Uśmiechnęłam się ponownie.
- Nie ma sprawy.- Odwzajemnił uśmiech.
- Tak poza tym, to fajną masz mamę.- Lekko się zaśmiałam.
No i z naszej rozmowy znowu koledzy Leona zaczęli się drzeć.
-Wow! Zapoznałeś ją ze swoimi rodzicami? Szybki jesteś. Stephania nie będzie zazdrosna?
Oni jak coś palną to na prawdę, w sumie to Leon jest spoko, ale to nie moja bajka, poza tym on i ta blondi tworzą piękną parę.. tak.. taką , że na ich widok cofa mi się śniadanie.. ale to już zostawię dla siebie.
- Twoi koledzy, to są na prawdę upierdliwi. - Uśmiechnęłam się ponownie.
-Nie słuchaj ich oni brednie gadają.- machnął ręką.
- Może i brednie, ale miło jest usłyszeć takie słowa.- wysłałam mu promienny uśmiech, i puściłam oczko, następnie poszłam przed siebie korytarzem.
Nie wiem po co to zrobiłam, ale tak jakoś, nabrałam pewności siebie.
Fran, Camila, Naty, i Ludmiła, siedziały na ławce przy wejściu do szkoły.
-Cześć dziewczyny, co tam słychać?- zapytałam.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy, w końcu, nie codziennie słyszy się takie komplementy, i to jeszcze od chłopaków.
- A ty dlaczego tak promieniejesz?
-A nie wiem tak jakoś.
-No powiedz! Nalegały.
-Zostałam obsypana komplementami.
-Od kogo?
- Koledzy Leona.
-A.. to nie rób sobie nadziei, on i tak jest ze Stephie.
Tak właśnie.. i poczucie własnej wartości momentalnie spadło.
-Ale czy ja coś powiedziałam, że Leon  mi się podoba?
- My nic takiego nie mówiłyśmy, ale ty tak.
-Nie!
- Viola się zakochała, Viola się zakochała!- Wszystkie dziewczyny zaczęły krzyczeć równocześnie.
-Cicho, wcale nie! - Próbowałam je jakoś uciszyć, ale nie udawało mi się to jakoś za bardzo.
Na szczęście zadzwonił dzwonek na lekcję. Wszyscy weszliśmy do sali i zajęliśmy miejsca.
Pierwszą lekcją była godzina wychowawcza. To była luźna lekcja, więc mogliśmy robić to co chcemy.
Naszym wychowawcą był nie jaki Pedro Gonzales.
- Chciałem was wszystkich poinformować, że za tydzień jedziemy na mały survival.  Teraz rozdam wam zgody, i proszę abyście przynieśli mi je podpisane na jutro.  Gdy będziemy na miejscu, ja i Pani Feta, od wuefu, podzielimy was na grupy. Gdy będziecie podzieleni, dołączycie do swoich opiekunów, i obozów. To chyba tyle, a teraz możecie robić co chcecie.- wstał i rozdał wszystkim zgody.
Szczerze mówiąc nie za bardzo chce mi się jechać na ten survival, ale może być dobra zabawa. Zastanowię się. Reszta lekcji minęła mi dość szybko. Wracając do domu, zadzwoniła do mnie Angie.
- Violu, możesz odebrać Aurelię z przedszkola?
-Tak nie ma sprawy.
Przedszkole, jest nie daleko mojej szkoły więc czemu nie. Zaszłam do przedszkola i odebrałam małą.
-Violu, ale ty ładnie dzisiaj wyglądasz.
-Dziękuję, księżniczko.
-Zabierzesz mnie na lody?- powiedziała z uśmiechem.
-Pewnie, zgaduję, że chciałabyś truskawkowe?
- Tak!
-No to chodźmy.
Chwyciłam ją za rączkę. I ruszyłyśmy w miasto. Podeszłyśmy do budki z lodami włoskimi, ja wzięłam sobie moje ulubione czekoladowe z orzechami, a małej obiecane truskawkowe, dostałyśmy jeszcze małe wafelki z misiem do jedzenia. :D
Przeszłyśmy się kawałek patrząc co się dzieje, były jakieś występy taneczne. Szłyśmy środkiem "chodnika".
-O opss.. Violu..
-Co się stało?
Na sukienkę, spadła jej gałka loda. Wyjęłam z torby chusteczkę, i lekko ścierałam loda.
-Cześć, wiesz z daleka wyglądałaś jak matka tej dziewczynki. No ale niestety robisz to źle.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się.- Widzę eksperta pokażesz mi jak to się robi?- zaśmiałam się.
- Chusteczkę trzeba nasączyć bo inaczej plama wyschnie i zostanie.- uśmiechnął się, tak jak mówił tak i zrobił.
- Uuuuu.. Violetta więc to jest ten chłopak co dał Ci bluzę?  Cześć jestem twoja przyszłą szwagierką. Kiedy ślub?- wytrzeszczyła białe ząbki.
- Aurelia, jak ty się zachowujesz? Przepraszam, nawet nie wiem skąd ona te słowa bierze, próbowałam się jakoś wytłumaczyć.
-Nie nic nie szkodzi. Zabawny ten bąbel.- uśmiechnął się.
-Ej no, żaden bąbel! Ja tu jestem kobietą!- zarzuciła ręce na biodra, i zrobiła wkurzoną minę.
-Tak tak kobietą.
-A ty jak masz na imię kolego?
-Leon, Leon Verdas.
-Leon.. to jak ten Lew!
-Tak, jak Lew.
Uśmiech nie schodził nam z twarzy, skąd ona zna takie słowa? To może być dziwne, ale wyobraziłam sobie , jakby Leon właśnie był ojcem Aurelii, to wyglądało nieziemsko, POWRÓT NA ZIEMIĘ! CO JA W OGÓLE ROBIĘ?
-A Stephania gdzie?-spytałam.
- Mówiła, że idzie gdzieś z koleżankami, ostatnio tak jakby nie mamy czasu dla siebie.- wzruszył ramionami.
- Tak mówiłam Ci Violu, że ta Stephania, to jędza. Widzisz? Jak zwykle mam rację. A Ciebie Leon, to pewnie zdradza. Zobaczysz ja to wiem, ja to czuję!-pokiwała palcem
- Powiesz mi ile ona ma lat?
-Aurelia ma pięć.
-Bardzo zadziorna, jak na taką dziewczynkę. Przepraszam.. kobietę. Chyba po siostrze.
- Tak..tak.. po siostrze. - mina mi trochę zmarniała..
-Coś się stało?
-Nie nic nic..
-Właściwie to gdzie idziecie?
-Teraz to chyba nigdzie, lody już zjadłyśmy.. no nie dosłownie.
-Tak mój lód umarł.- zrobiła skwaszoną minkę.
-Nie smuć się. Poczekaj chwilkę.
Odszedł kawałek i podszedł to stoiska,z watą cukrową, balonami, i bańkami. Kupił dwa balony, jednym był jednorożec a drugi to myszka miki.
- Proszę bardzo, dwa balony dla pięknych pań.
-Nie trzeba było.
-Trzeba trzeba.- uśmiechnął się pokazując swoje piękne białe zęby.
W tym momencie przypomniało mi się coś.
-Poczekacie na mnie chwilę? Miałam zajść do księgarni wypożyczyć sobie książkę.
-Pewnie.
Poszłam do księgarni wybrałam książkę do wypożyczenia.
*Leon*
Dobrze czuję się przy Violettcie, mam nadzieję, że chociaż zostaniemy przyjaciółmi.. chociaż nie.. ona nie zauważyłaby kogoś takiego jak ja.
- A ty Leon jesteś spoko kolegą wiesz? Widzę, że pomiędzy tobą a Violettą jest jakaś chemia.. tylko..  Spróbuj ją zranić, a ja zranię Ciebie rozumiesz? -Pokazała swoje zęby.
- Rozumiem rozumiem, obiecuję. Ale.. na prawdę tak myślisz?
-Przecież to oczywiste! Wczoraj z nią rozmawiałam, nawet nie wiesz w jakim promiennym nastroju wróciła do domu. Wiedziałam, że widziała się z kimś. I jeszcze ta bluza. Uśmiech z twarzy jej nie schodził wiesz?
- Jesteś bardzo inteligentna jak na dziecko.
-Tak wiem, ale to zostaje pomiędzy nami. Inaczej znajdę Cię. - ponownie się uśmiechnęła, i pogroziła mi ręką.
Tak miałem rację, zadziorna jak jej siostra. Ale nie wiem.. przecież to nie możliwe.. ze Stephanią jestem jużdługo, ale nie czułem się tak dobrze jak przy Violettcie.. Mam mętlik w głowie.
*Violetta*
Wyszłam z księgarni. Z książką w ręku, widziałam, że Leon i Aurelia szeptali coś do siebie.
- O czym rozmawiacie? -spytałam.
-A nic tak.. po prostu.
- Aha.
- Jedziesz na survival?
- Nie wiem, raczej pojadę a ty?
- Z pewnością.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak właśnie kolejny rozdział tym razem  z zamyśleniami Leona. :) Aurelia.xd
Och te dzieciaki. :D Nexta chyba napiszę jutro, albo nawet i dziś. Pozdrawiam. :D /Wika.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 2: Jędza!

*Violetta*
Razem z Leonem wyszliśmy ze szkoły, mieliśmy małe utrudnienie bo jedna z woźnych, przeczepiła się nas, że wychodzimy z lekcji, ale Leon pokazał zwolnienie i nas puściła.
- Gdzie masz zamiar teraz iść? -Spytałam.
- Nie wiem, jak chcesz możemy się gdzieś przejść.
- A no..no ok.
- Ale kłóciłaś się z Stephie.
-Tak wiem, ale to nie moja wina, sama mnie sprowokowała.
- Przyglądałem się całej sprawie..
-Na prawdę?
No to klapa! On to wszystko widział! Ugh!
- Tak. Powiem Ci, że jak na dziewczynę to jesteś bardzo niegrzeczna.
- To miał być komplement?
- Sam nie wiem.
-To w takim razie chyba Ci się nie udał.
-Jak kto woli.
- Boli Cię jeszcze głowa?
- Tylko trochę.
- Długo jesteście ze sobą? Ty i panna czepialska?
- Za nie długo.. będzie 3 lata.
- To sporo.
-Tak.. a ty masz kogoś?
- Nie.. na razie wolę chyba zostać singlem.
- A to dlaczego?
-A tak jakoś.
-Rozumiem.
                 ○○♥○○○○♥○○○○♥○○
-Dziewczyny gdzie jest Viola?- Fran
-Własnie, nie powinna wrócić zaraz po tym jak poszła do dyrektora?-Camila
- Leona, także nie ma... oby nie zrobił nic Violetcie.
-Nie no.. aż taki zły to on chyba nie jest.
               ○○♥○○○○♥○○○○♥○○
-Dobra, chyba koniec tej wycieczki, muszę już wracać do domu.
- Nigdzie nie idziesz.
-Jak to?
- Powiedziałam pielęgniarce, że się mną zaopiekujesz i zaprowadzisz mnie do domu. A gdybym... o zasłabł po drodze? 
- Jaja sobie robisz?
- Nie a dlaczego? Obiecałem pani, że mnie oprowadzisz, a ja nie chcę żeby była na mnie zła.
- Ale..
-Idziesz ze mną. -Pociągną mnie za nadgarstek.
On na prawdę mówił na serio. W co ja się wpakowałam? No trudno, bynajmniej dowiedziałam się czegoś o nim.. Mieszkał w Wielkiej Villi , widać było, że pieniędzy mu nie brakuje. Znałam wielu ludzi, którym tylko pieniądze były w głowie. A on jest właśnie inny, jest szalony ,crazy! 
-To tu.- uśmiechnął się, i wskazał na swój dom.
- Wow, duży dom.
-Mieszkałem w większym.
-Pozazdrościć- Uśmiechnęłam się.-Dobrze ja już idę, bo będą się o mnie nie po koić. 
Z domu Leona, wyszła jakaś pani, była chyba jego mamą.
-Leon, nie zaprosisz koleżanki do środka?
-Nie nie ja już muszę iść. - Zaprzeczyłam.
- Jest ciemno, niech chociaż Leon Cię do domu odwiezie- zaproponowała.
- Nie trzeba, wolę się przejść.- zadrżałam lekko.
-Leon, jak ja Cię wychowałam? Daj dziewczynie swoją bluzę, nie widzisz, że marznie ?
Lekko zaczęłam hihotać, jeśli  to w ogóle można nazwać śmiechem, on również zaczął się śmiać. Ale nie protestował zdjął swoją granatową bejsbolówkę i założył mi ją na ramiona.
-No i tak powinieneś postępować, a nie . Jak ty swoją przyszłą żonę będziesz traktował?
-Ale mamo..- zaczął marudzić
-Żadne mamo! Marsz do domu na kolację. Co ja jestem twoją koleżanką, że będziesz mi tu marudził?
-Mamo robisz mi wstyd-powiedział ciszej.
(Tak właśnie wygląda ta bejsbolówka
 co dał ją Vilu)
-Żadnego wstydu Ci nie robię. Co ty sobie myślisz? Pożegnaj narzeczoną i wracaj do domu.
-Mamo!
-Do domu powiedziałam.
-No dobrze. Cześć.- Pomachał ręką.
Ja mu odmachałam, przygryzłam dolną wargę. Chyba on ma swoje poczucie humoru po mamie.
-A tobie jak młoda damo na imię?
-Violetta.
- Wiesz, ja tylko tak się droczyłam z Leonem. Nie codziennie przyprowadza do domu, tak ładne dziewczynki. A szczególnie ta Stephania.. aż na jej myśl dreszcze mnie przechodzą. No ale nie ważne. Dobranoc, i mam nadzieję, że do zobaczenia.
-No dobrze, to do zobaczenia.
Pożegnałam się i ruszyłam w stronę domu. Przyznam szczerze, zabawna była mina Leona, a ta bejsbolówka, jest bardzo ciepła. ^^
Z uśmiechem na twarzy wróciłam do domu. Zdjęłam buty, i od razu pobiegłam do mojego pokoju. Zapaliłam światło, i o mało co zawału nie dostałam. Na łóżku siedziała Aurelia. W sumie ma 5 lat, ale jest bardzo inteligentna.
-Violu? Gdzie ty się podziewałaś? Już myślałam, że ktoś Cię porwał.
Zabawnie ustała przede mną ze skwaszoną miną, położyła rączki na biodra, i robiła mi kazanie.
-Wracałam ze szkoły.
- O ile dobrze pamiętam lekcje skończyłaś o 15:30 a jest za pięć dwudziesta.
-Zabłądziłam. -Próbowałam uniknąć jej głupich pytanek.
-No dobrze, ale nie strasz mnie już więcej. Tak? A teraz idź spać, jutro musisz iść do szkoły.- Groziła mi małym paluszkiem.
Zabawne, przypomniała mi się chwila w której mama Leona, również dawała mu kazanie. Zaczęłam się śmiać.
-A ty z czego się śmiejesz?-spytała oburzona.
- A nic nic.
-Violu..
Mała wgramoliła się do mnie na łóżko.
- Miły jest ten twój chłopak?
-Chłopak? Jaki chłopak.
-No a jaki miałby być? Ten co dał Ci bluzę.
-Aaaa.. chodzi Ci o Leona.. on nie jest moim chłopakiem.
-Jak to?
-Tak.
-Ale przecież, jak chłopak daje dziewczynie bluzę to oznacza, że ją kocha.
-Nie zupełnie, ja znam go dopiero parę godzin.
- Czyli rozumiem miłość od pierwszego wejrzenia?
-Nie.. On ma dziewczynę..
- A to jędza!- krzyknęła. -Y y..mnie tu nie było! -Uciekła z pokoju.
Niby taka mała dziewczynka, a jaka z niej spryciara. Nawet nie wiem, skąd ona wie o takich rzeczach, no ale cóż każdy skrywa jakąś tajemnicę. W dobrym humorze, poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę. I weszłam pod kołdrę. Potem już nie wiem kiedy, zasnęłam. :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział drugi. Krótki tak trochę. :/ ^^ Padaczka jakaś xdd Olaaa <3 Loffki loffki. /Wika. :D
Ps. Rozdział 3 prawdopodobnie jutro. :3


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział1 : Urok Osobisty.

*Violetta*
W rodzinie zastępczej było mi dobrze, problemów nie miałam.. Wręcz przeciwnie, trafiłam do rodziny która się szanuje, bardzo miła. Moją przyszywaną matką jest Angie, natomiast ojcem jest Pablo. Mają młodszą córeczkę Aurelię. Wieczorem nastawiłam budzik, dzisiaj rano obudził mnie równo o godzinie 6:30.
Wygramoliłam się z ciepłego łóżka, wstałam i założyłam moje kapciuchy. Podeszłam do szafy, wybierając przy tym strój do szkoły. Wybrałam granatową sukienkę, i czarne buty na koturnie, nie chciałam ubierać się jakoś za specjalnie, bo inni mogliby sceptycznie się do mnie nastawić. Poszłam do łazienki, i wykonałam wszystkie poranne czynności. Następnie zeszłam na dół po schodach do kuchni. Weszłam do pomieszczenia. Angie robiła właśnie kanapki z nutellą.
-Cześć Violu, jesteś głodna?
-Jak wilk.-Uśmiechnęłam się.
Po chwili przed moim nosem na stole widniały kanapki z czekoladą. Uwielbiam je. Usiadłam, i zaczęłam spożywać posiłek.
-Denerwujesz się przed dzisiejszym dniem?- spytała.
-Nie, wszystko jest okej.
-To dobrze, nie ma się czym przejmować.
Tak na prawdę, to w środku cała drżałam, nie wiedziałam jak inni zareagują jak mnie zobaczą, strasznie się boję. To będzie jakaś masakra. Spojrzałam na telefon była godzina 7:30.
-Spóźnię się!-Krzyknęłam.
Po czym chwyciłam torbę z książkami, i wyszłam z domu. Daleko do szkoły nie mam, ale wolę być wcześniej, niż spóźnić się już pierwszego dnia. Za  10 ósma, byłam już w szkole. Wyjęłam mój plan lekcji. Pierwszą miałam matematykę. Angie i Pablo kupili mi szafkę szkolną, więc resztę książek zostawiłam w szafce, a wzięłam tylko te od matematyki. Zamachnęłam się jakoś i drzwiczki od szafki, uderzyły kogoś kto stał obok mnie .
-Ałaa!-Usłyszałam krzyk.
Szybko zamknęłam szafkę, i na podłodze zobaczyłam leżącego chłopaka, zwijającego się z bólu.  Wystraszyłam się. Ukucnęłam obok niego i lekko szturchnęłam go za ramię.
-Przepraszam, ja nie chciałam, to był zwykły przypadek.
Chłopak odwrócił się w moją stronę, trzymał się za głowę, nieźle oberwał, miał zielone limo na czole. Super! Pierwszy dzień a ja już zdążyłam wpakować się w coś. Opuścił ręce w dół. Popatrzyłam na niego, miał piękne zielone oczy. To był chyba najprzystojniejszy facet jakiego kiedykolwiek widziałam.
-Przepraszam!-Ocknęłam się.
Podałam mu rękę, natomiast on ją chwycił i podniósł się z ziemi.
-Może trochę byś uważała co?
-To był zwykły wypadek!
- Wypadkiem mogło być to, że rodzice Cię nie wychowali.
- Wiesz akurat, nie mieli kiedy mnie wychować.
Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Z oczu spłynęła mi łza. Powoli odeszłam stamtąd .
Słyszałam jak ktoś zaczął biec w moją stronę.
-Przepraszam, nie chciałem Cię urazić.
-Daj spokój, za późno.
Kiwnęłam ręką i poszłam pod salę lekcyjną. Wokół mnie zebrała się grupka dziewczyn.
-Cześć, Violu. To Cami, Naty, A ja jestem Fran.
-Cześć. -Uśmiechnęłam się.
-Słyszałyśmy co się stało na korytarzu..
-Mówiłam wszystkim że to był zwykły wypadek!
-Tak wiemy. Należało mu się. Zawsze go nie lubiłam, on i jego paczka uważają się za najlepszych.
-Najlepszych?
- Tak, Leon,jego paczka to cały zespół futbolu , i te jeszcze rozpuszczone cheerleaderki.
-Tak jak na nich patrzę to aż wymiotować mi się chce. -Powiedziała z obrzydzeniem Cami.
Tak w sumie to fajne są te dziewczyny. Czuję, że mogę z nimi porozmawiać, a może i zostałybyśmy przyjaciółkami?
- Ale to było najlepsze jak dostał szafką w twarz.- Wybuchły śmiechem.
Ja również do nich dołączyłam.
-Nie no dobra, zrobiłam mu krzywdę, ma wielkiego guza na czole.
-Bynajmniej ta jego pusta dziunia, może się od niego odczepi.
- Kto?
- Stephania
W tym momencie jakaś dziewczyna wepchnęła się między nas. Wyglądała na ostro wkurzoną.
- Ktoś wypowiedział moje imię? No no no.. Czyżby to nie jaka tania lumpeksiara ?
- Odezwała się pusta blondi.
-Co ty powiedziałaś?
 Wokół nas zeszło się wiele ludzi. Czułam się trochę niezręcznie. Z każdą chwilą ciśnienie mi rosło.
- To co słyszałaś, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. - Odwróciłam się plecami i próbowałam przejść przez tłum ludzi.
-Ojej nasza sierotka ucieka. Może tak samo jak twój ojciec, od rzeczywistości.- Zaśmiała się.
- Widzę, że nie masz własnego życia, skoro interesuje cię czyjeś.
- Odszczekaj to.
- przepraszam, ale ja psem nie jestem. Nie to co ty.
- Śmiesz mnie obrażać? Pożałujesz!
- Wybacz ale swoją karę już dostałam, muszę na Ciebie patrzeć.
Każdy wokół zaczął klaskać, nie wytrzymałam. Musiałam stamtąd wyjść. Ochłonęłam trochę. Następnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Wszyscy weszli do sali. I zajęli miejsca, jedyna ja nie wiedziałam gdzie mam usiąść.
- O właśnie, póki jeszcze nie usiadłaś muszę Cię przedstawić. -Powiedział pan od matematyki. - Słuchajcie, to jest Violetta Castillo, będzie chodziła do nas do szkoły, mam nadzieję, że wprowadzicie ją w otoczenie. A teraz Violetto usiądź na miejsce.
Fran siedziała z Cami, Naty z Ludmiłą. Zostało mi tylko jedno miejsce. Szlak! Tylko miejsce koło tego typa było wolne.
Niepewnie usiadłam i wyjęłam książki na ławkę. Co chwilę, Leon mi się przyglądał. O ile dobrze pamiętam, chyba Leon miał na imię.
-Dlaczego cały czas się na mnie patrzysz?
-A co nie mogę?
-Nie nie możesz.
- Dobrze, dobrze już nie będę. Bo znowu oberwę.
Zaczęłam się śmiać.
-Przecież to nie było celowo!
-Tak wiem. Przepraszam za to co powiedziałem.
-Było minęło. -kiwnęłam ręką.
- Śmiesznie wyglądasz jak się denerwujesz.
- Chcesz dostać mocniej?
-Nie nie nie! -Uniósł ręce w geście obronnym.
Wybuchłam śmiechem, on dołączył do mnie.
-Violetta! Leon! Do dyrektora.
-Co ale..
-W tej chwili!- wskazał na drzwi.
Wzięłam torbę i razem z moim nowym "koleżką" opuściliśmy salę lekcyjną.
- Jakaż ty zła.. boję się Ciebie.
- I prawidłowo.- uśmiechnęłam się.- Którędy do dyrektora?- spytałam.
- Nigdzie nie musimy iść.
-Jak to?
-Ja pogadam z dyrektorem i wszystko załatwione. Ma się ten przekonywujący urok osobisty.
- Tak to prawda.
-Co?
-Nic, nic..
-Okej..
Boże co ja robię! Znam kolesia niecałą godzinę a przyznaję mu rację że ma w sobie ten urok..
No cóż, to była głupota.. przecież ja wcale tak nie myślę.. Pff..
-To co mamy teraz zrobić? Skoro do dyrektora nie idziemy?
- Chodźmy na wagary.
- Na wagary?
- Tak.. - powoli zaczął iść przed siebie.
-Gdzie ty idziesz?
-Do pielęgniarki.
-Po co?
-Zobaczysz!-Krzyknął.
Po pięciu minutach się zjawił z jakąś kartką.
-Po co ty poszedłeś?
-Po zwolnienie.
-Aha..ale..
-Powiedziałem, że jak dostałem w głowę, to źle się czuję, a ty odprowadzisz mnie do domu. Masz to kartka dla Ciebie jakby rodzice się czepiali. Tu masz usprawiedliwienie, dlaczego nie będzie Cię na lekcjach.
- Zwariowałeś?
- Hm.. Nie.
- Chyba jednak tak. Jak Ci się to udało?
- Mówiłem to ten mój urok. - Puścił mi oczko.
On ma takie ładne oczy... To znaczy takie zwykłe no.. bo ten.. takie tam zwyczajne...co ja gadam..
-Więc możemy tak normalnie wyjść?
-No a jak? Nie normalnie?
-Nie wiem..
-Chodźmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak pierwszy rozdział nowej historii, a Viola już się wpakowała w tarapaty. Jutro chyba nowy rozdział.
Mam nadzieję że się podobał. Papatki Wika <3

niedziela, 29 czerwca 2014

Prolog.

Z pozoru, mała cicha myszka, za taką biorą mnie ludzie. Czy ja wiem? Ludzie znają lepiej mnie, niż ja samą siebie? Nie zrozumiem tego nigdy. Moje życie? Co mogę o nim powiedzieć? Sama, już dawno straciłam sens życia. Gdy byłam mała.. moja mama.. zmarła.. miała raka mózgu.. Ojciec po śmierci mamy, zaczął pić, nie interesował się mną. W jego głowie było tylko uczucie głodu alkoholowego. Ja byłam nie ważna..
Któregoś dnia, zabrała mnie opieka społeczna. Trafiłam do domu dziecka, od tamtej pory, już go nigdy nie widziałam.. Byłam samotna, nie miałam nikogo.. Każdy uważał mnie za dziecko skrzywdzone przez los. Ale przecież to nie ode mnie zależało.. Bardzo brakuje mi mamy, jej ciepłego uścisku. Zawsze powtarzała mi te słowa:
To człowiek człowiekowi, 
najbardziej potrzebny jest do szczęścia."

Chciałabym żeby było tak jak dawniej, wszyscy razem. Niestety już nigdy tak nie będzie. Trafiłam do rodziny zastępczej, jutro, jest mój pierwszy dzień w nowej szkole.. już wiem, że to będzie istne piekło...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ludzie ludzie to właśnie jest mój proglog, krótki, wiem to przez jedną moją wariatkę. <3
Ola i nasz kochany tłumacz google. Pozdrawiam. :D <3 
Ps. Rozdział prawdopodobnie jutro. :) /Wika ;3



środa, 25 czerwca 2014

Epilog "Finał". :)

*Violetta*
Wspaniałym uczuciem jest móc być przy kimś kogo się kocha. Czuć woń jego perfum, tulić się do niego.
Miłość, właściwie co to jest? Nikt nie potrafi tego wyjaśnić, nie ma takich słów.
Odeszłam.. w sumie to nie wiem dlaczego.. ale nie chciałam się do czegoś za daleko posunąć.. może to był błąd? Może powinnam postąpić inaczej? Czasu cofnąć nie można.. a wiele bym dała by to zrobić..
Chciałabym być kiedyś szczęśliwa, ale przecież.. byłoby to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
Ukłucie w sercu, jakbym ukuła się wrzecionem, tylko w serce. Dziwne prawda?
*Leon*
To dla mnie trudne.. walczę o nią jak tylko mogę.. ale.. ona nie chce.. chociaż przez chwilę mogłem poczuć jej dotyk.
-Violetta, poczekaj!-krzyknąłem i pobiegłem za nią .-Co się stało?-Spytałem.
- Przepraszam Leon, nie powinnam.-spuściła głowę w dół.
-Ale co takiego zrobiłaś? Nie rozumiem..
-Przytuliłam się do Ciebie.- na jej policzkach pokazały się rumieńce.
W tym momencie wybuchłem śmiechem.
-Leon, nie bądź taki, to nic śmiesznego.
-Przepraszam ale, nie mogłem się powstrzymać. Przecież nie zrobiłaś nic złego, nikomu mały przytulas jeszcze nie zaszkodził.-Uśmiechnąłem się.
-W sumie prawda- Wzruszyła ramionami.
-Gdzie zamierzasz iść?-spytałem
-Na pewno nie wrócę do szpitala, mam dosyć pielęgniarek i tego wszystkiego. W sumie to sama nie wiem..
Szliśmy sam nie wiem gdzie.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
-Słucham?
- Pamiętasz może, jak kiedyś dawałaś mi zdjęcie z USG, i powiedziałaś, że w chwili słabości mam je odwrócić?
-Tak.. a właściwie.. to skąd to wiesz Leon, jak?
- Właśnie, jak to sam nie wiem. Ale jak znalazłem to zdjęcie, wziąłem je do ręki, i przeczytałem treść z tyłu.. to.. nie pomyślisz, że jestem jakiś głupi..
-I tak już o tobie myślałam, więc to nie robi żadnej różnicy.- uśmiechnęła się, i lekko z piąstki trąciła moje ramie. Ja również odwzajemniłem uśmiech.-Powiedz Leon.-Nalegała.
- Ja.. wszystkie pamiątki, z naszych wspólnych chwil, jakie znajdowałem.. to one "przywracały" mi pamięć z tamtego wydarzenia, im więcej rzeczy znajduję, tym więcej mi się przypomina.
-Naprawdę?
-Tak
Uśmiech na twarzy pojawił jej się od ucha do ucha. Podeszła do mnie i mocno przytuliła.

-To wspaniale.- Popatrzyła mi w oczy, i po chwili spoważniała.- Przepraszam.
-Zrozum, nie musisz mnie przepraszać po tym jak mnie przytulisz, rozumiesz?
Spuściła głowę w dół, na jej twarzy znowu widniały rumieńce.
-Przecież i tak zobaczę, że się rumienisz.
-Wcale się nie rumienię.
-Nie wcale.
-No nie, po prostu zimno mi.
-Zimno Ci?
-Może tak może nie.- droczyła się ze mną.
Zdjąłem kurtkę i założyłem na ramiona Violetty, co z tego, że było około -20 *C, ważne żeby jej było ciepło.
-Zimno Ci będzie.
-Nie nie będzie.
-Tak będzie.
-Trudno-wzruszyłem ramionami. Na co ona się zaśmiała.
Szliśmy spacerkiem, dotarliśmy do parku, wyglądało tam bajecznie, śnieg pokrywał wszystko dookoła.
Idąc, usłyszałem jakąś melodię. Dokładnie był to jakiś pan, nie był zadbany, pewnie bezdomny, grał na gitarze jakąś piosenkę. Wydawało mi się jakbym już kiedyś ją słyszał.
-Violetta słyszysz?
-Tak..  to.. to nasza piosenka.
-Nasza?-Zdziwiłem się.
Natomiast ona pociągnęła mnie za rękę w stronę ławki na której siedział tamten pan. Podeszliśmy do niego, momentalnie uśmiechnął się do nas. Przestał grać,
-To takie piękne, że dwojga młodych ludzi może tak bardzo siebie kochać. Widzę po waszych oczach, że bardzo siebie kochacie. Zapamiętajcie sobie na zawsze, "można być kochanym, kiedy sam nauczysz się kochać". A teraz dzieci, zaśpiewajcie mi waszą piosenkę.-Powiedział staruszek.
Spojrzałem na Violettę, następnie jaj i moją dłoń połączyłem w jedność, ona spojrzała, na nasze ręce, potem na mnie. Uśmiechnęła się do mnie, czułem, że zaczynam ją odzyskiwać . Violetta zaczęła śpiewać naszą piosenkę, o dziwo znałem słowa tej piosenki, dołączyłem do niej.
-Amoooooooor - tym słowem wspólnie zakończyliśmy piosenkę.
Podziękowaliśmy panu, i odeszliśmy szczęśliwi.  Ustałem, Violetta powtórzyła czynność, przyciągnąłem ja do siebie i przytuliłem. Zbliżyłem się do jej ucha i wyszeptałem:
-Dziękuję.
-Ale za co?- powiedziała cicho.
-Za to, że jesteś księżniczko. -Następnie delikatnie pocałowałem ją w policzek.
-Ja też Ci dziękuję.
-Za co?
- Za wszystko.
- A dokładniej?
-Tego już Ci nie powiem.
-No weź no.
-To daj.
-Leon.. co będzie z nami?
- Kochasz mnie?
-Tak Leon.
-Tak co?
-Tak Leon kocham Cię.
-Ja też Cię kocham. ale...
-Ale?
- nie wzięłaś czegoś z domu.
-Czego?
Wiedziałem.. że to ten odpowiedni moment, z kieszeni wyjąłem pudełeczko otworzyłem je, w środku był ten sam pierścionek, który po raz pierwszy dałem Violetcie.
-Wiem, może to dziwnie zabrzmi, ale czy wyjdziesz za mnie po raz drugi? -uśmiechnąłem się.
-Po bułki do sklepu? Jak tak to mogę iść.- Zaśmiała się.
- to tak czy nie bo się zaraz rozmyślę.- uśmiechnąłem się.
-Oczywiście, że tak!
Rzuciła mi się na szyję, byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się ją odzyskać! Ona.. ona.. jest całym moim światem! Będę mógł być szczęśliwy! Razem, na zawsze!


*6 lat później*
Ciąża mojej żony, przebiegła prawidłowo. Tak właśnie mojej żony. Dwa miesiące później razem z Violettą pobraliśmy się. Obecnie jesteśmy w szczęśliwym związku, nasze więzi z dnia na dzień co raz bardziej mają sens. Do tego nasza przepiękna córeczka. Mia, piękne imię prawda? Energiczna, słodka, cudowna. Przypomina mi kogoś.. Violettę! Ale.. Oczy ma po tatusiu, bynajmniej każdy mi tak mówi. W jej oczach jest mały błysk, delikatna, ale odważna. Jestem szczęśliwy, że mam dwie samice alfa w domu. No.. ale za niedługo wszystko się zmieni.. Violetta jest ponownie w ciąży, tym razem mamy do czynienia z chłopczykiem, Violetta zdecydowała, że będzie miał imię po mnie, Leon Federico Verdas. A dlaczego Fede? Bo właśnie dzięki niemu, odnalazłem Violettę. To nie koniec! Lu i Federico, są ze sobą, po tym jak pierwszy raz się spotkali. A nasza Marcesca? Włoszka przyjechała ponownie do Hiszpanii, nasz szalony Marco zostanie tatusiem. Ale.. jakoś nie widzę go w tej roli. Być może w przyszłości doczekam się
gromadki wnuków? Zobaczymy, ale najważniejsze, że mamy siebie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak właśnie, nadszedł koniec naszej historii. Mam nadzieję,że będziecie, miło ją wspominać,
dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali
Szczególnie mojej kochanej Oli! - zawsze przy mnie byłaś dziękuję wariatko, KC <3
Kochanej Martynce - zawsze chętna do czytania i wspierania. :*
Mojej Paulince- Dzielnie czekałaś na każdy rozdział, i pomagałaś mi.
Dziękuję Wam wszystkim! Bez was, ten blog już dawno przestałby istnieć. Dziękuję!
Niebawem pojawi się prolog do nowej historii, dzielnie czekajcie na nowy zastrzyk emocji  <3

wtorek, 24 czerwca 2014

Epilog cz 1 :)

*Violetta*

Założyłam na siebie, moje ubrania. Koszulę szpitalną włożyłam pod poduszkę, żeby myśleli, że poszłam się przejść po szpitalu... wiem.. może i nie powinnam tego robić.. bo to nie jest dobre dla mojego organizmu.. ale muszę. Gotowa do akcji, wychyliłam głowę za drzwi, w prawo w lewo. Droga wolna! -Pomyślałam w duchu. Szybkim krokiem szłam przez korytarz, wyminęłam ochronę, i drzwi główne. Wyszłam drzwiami "awaryjnymi". Cały czas oglądając się za siebie, biegłam. Dobrze wiedziałam gdzie mam iść. Gdy byłam kawał drogi od szpitala, zwolniłam.. W pewnym momencie przypomniały mi się chwile spędzone z moimi rodzicami.. nie zapomnę ich nigdy. Powolutku doszłam na cmentarz.. kolejna rocznica śmierci moich rodziców.. jak zwykle bolesna. Doszłam do grobu rodziców.. przeszedł mnie zimny dreszcz.. nie jest to miłe uczucie... trochę śniegu, zaczyna kropić, czarne chmury.. można powiedzieć, że właśnie opisują mój nastrój.
Usiadłam na ławeczkę, pomodliłam się.. i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Jeszcze za
nim dotarłam na cmentarz, przed bramą było parę stoisk, kupiłam znicz, i bukiet kwiatów, takich jakie lubili moi rodzice..
Wyjęłam zapałki z torebki, otworzyłam pudełeczko, i otarłam patyczek, powstał płomień. Przez chwilę patrzyłam na niego z zaciekawieniem. Ale zgasł.. wzięłam drugą, i zapaliłam wkład do znicza. Rękawiczką strzepałam trochę śniegu z grobu, i usiadłam ponownie na ławkę. Wiatr rozwiał moje włosy, poczułam ciepłe powietrze na mojej szyi. Obróciłam się, zobaczyłam Leona, był cały przemarznięty, nos czerwony, szczęka lekko dygocze.
-Co ty tu robisz? Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Przyszedłem po Ciebie.
-Nigdzie nie idę Leon, jak mnie znalazłeś?
- Wiedziałem gdzie Cię szukać, w końcu, dzisiaj kolejna rocznica śmierci twoich rodziców, pomyślałem, że jak uciekłaś ze szpitala, to jesteś na cmentarzu..
- Czego chcesz?
-Porozmawiać..
-Nie mamy o czym.
Usiadł obok mnie na  ławce natomiast ja odwróciłam się do niego plecami.
-Violetta?
-Czego chcesz.?
-Chcę żebyś mnie wysłuchała.
-Ale ja nie chcę rozmawiać z osobą, którą kocham, i zaufałam a ona zrobiła mi coś takiego.
-Nadal mnie kochasz?
Odwróciłam się do niego.
-Tak Leon Nawet nie wiesz jak bardzo Cię Kocham, ale strasznie boli mnie to, że patrzyłeś mi prosto w oczy, i okłamałeś mnie. Wmawiałeś mi coś takiego, a tak na prawdę to ja sama nie wiedziałam co dzieje się z moim organizmem.
-Tak wiem.. To był straszny błąd...
-Możesz mi coś powiedzieć?
-Słucham..
- Domyślam się.. że przez mój telefon namierzyliście tamtą norę.. ale co czułeś, gdy dowiedziałeś się o tym jak Diego mnie porwał?
-Wtedy? Wtedy.. bałem się strasznie o Ciebie, że coś może Ci zrobić.. lub ponownie....  najbardziej, to miałem obawy, że mogę Cię stracić, na zawsze.
-Tak ale to przeze mnie, Diego Cię postrzelił, i no można tak powiedzieć, że umarłeś..
- Wiem, ale najważniejsze, że Cię uratowałem, nie chciałbym żyć ze świadomością, że nie mogłem Cię uratować, a tak dokładnie to was..
-Moich rodziców,  już nie można było uratować..
-To był tylko wypadek samochodowy, każdemu mógłby się zdarzyć.
-Nie.. nie każdemu.. właśnie Diego, zepsuł samochód moich rodziców przez niego, oni zginęli.
*Leon*
Z oczy Violetty zaczęły lecieć łzy, wiedziałem, że potrzebuje teraz kogoś. Właśnie wypadło na mnie. Przytuliłem ją do siebie, musiało być jej zimno, bo cała się trzęsła. Rozpiąłem moją kurtkę, gdy ona siedziała przytulona do mnie, częścią kurtki zasłoniłem jej plecy, pomyślałem, że może zrobi jej się cieplej. Wtuliła się jeszcze bardziej. Brakowało mi jej, bardzo. Jej pięknych oczu, gęstych włosów, całej jej. Wychyliła lekko głowę i spojrzała mi w oczy, moją rękę przetarłem jej łzę. Momentalnie odsunęła się ode mnie.
-Przepraszam.
Wstała i odeszła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak o to prezentuje się 1 część ostatniego rozdziału. Przeczuwam, że części będzie ze 3, koniec historii. :/
mam pomysł na nową historię! Mam nadzieję,  że się wam podobało, cześć /Wika. :)

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 35 : Misja rozpoczęta.

*Violetta*
To moja wina.. on nie żyje! Nie mogłam powstrzymać płaczu, miłość mojego życia umarła.. z mojej winy!
Podeszłam do Leona, nie wiedziałam co mam zrobić..podeszłam do łóżka na którym leżał Leon. Uklękłam, i delikatnie dotknęłam ręki Leona. Miałam nadzieję, że to tylko sen. Byłam wściekła i przygnębiona.
- Dlaczego nas zostawiłeś? Dlaczego Leon!- Zaczęłam krzyczeć.- Przepraszam za wszystko, to moja wina, oszukiwałam sama siebie, że już Cię nie kocham. Rozumiesz? Kocham Cię Leon! Nienawidzę samej siebie, jak mogłam Cię porzucić, w potrzebie? Powiedz mi jak?! Leon.. kocham Cię..  -Proszę wybacz mi- Powiedziałam cichszym głosem. Jedna z łez poleciała na zimną rękę Leona..
-Ja.. ja.. też Cię kocham.- Lekko ścisnął moją dłoń, i złączył w jedność.
Wolno podniosłam głowę wyżej, on.. on.. się budzi.. zobaczyłam mojego ukochanego, który otwiera oczy.
To nie możliwe.. jakim cudem? Spojrzałam na kardiogram, linia  znów dawała znak życia.
-Leon!
Tak szybko jak tylko mogłam wskoczyłam na łóżko, i z całej siły przytuliłam go. No była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
-Ał..- Wysyczał przez zęby.
Lekko się cofnęłam, wystraszyłam się.
-Przepraszam, boże przepraszam Leon. - Zakryłam usta moimi dłońmi.
-Nic się nie stało..- lekko uśmiechnął się do mnie.
-Już myślałam, że zostawisz mnie samą....- z oczu popłynęła mi jedna łza, to nie była łza smutku.. tylko szczęścia.
-Ciebie nigdy samej bym nie zostawił- usiadł obok mnie i mocno przytulił.
Bardzo mi go brakowało, nie miałam racji, myśląc że jest kompletnym debilem.
W progu staną Marco, zrobił wielkie oczy. Czym prędzej wskoczył na Leona, i mocno go przytulał, cieszył się bardziej jak ja..
-Jak to możliwe, jak to możliwe?
-Marco dusisz..
-A no tak przepraszam.. Przecież, umarłeś przez ten przeszczep szpiku..
Wtrąciłam się w ich rozmowę.
-Jaki przeszczep?- Spytałam.
Zastała niezręczna cisza..
- Leon, chyba czas najwyższy jej to wszystko powiedzieć..
-Możecie mi w końcu powiedzieć co tu się dzieje?
Marco opuścił pomieszczenie.
-Ja..ja.. wiedziałem to od samego początku.. jak się tylko poznaliśmy... Violu.. my wiemy skąd są te wszystkie siniaki, bóle głowy... Pamiętasz jak mówiłem ci, że to może być udar?
-Tak..
- Próbowałem ukryć tą całą prawdę.. ty.. chorujesz na.. białaczkę..
-Co?-zerwałam się -Jak mogłeś Leon? Powiedz mi, jak? Zaufałam Ci, byłeś jedyną osobą, najważniejszą w moim życiu! A ty perfidnie skłamałeś mi prosto w oczy.. nie myśl sobie, że o tym wszystkim zapomnę..! Nie zabronię spotykać Ci się z dzieckiem.. ale nie masz prawa się do mnie zbliżać! Rozumiesz? Nigdy więcej!
Wyszłam z sali, zaczęłam biec przed siebie nie zbaczając z drogi... Znowu ucisk w głowie, wiedziałam czym to może się skończyć.. ponownie wylądowałam na podłodze..
Można powiedzieć, że się"obudziłam", ale tak a prawdę, nie mogłam nic zobaczyć.. tylko słyszałam.. jakby coś mnie powstrzymywało...
-Szybciej, szybciej, budzi się!-zgadywałam, że nadal jestem w tym chorym miejscu..- Gratulację doktorze, operacja przebiegła prawidłowo.
Co? Ej! Chwila moment! Jaka operacja? Co tu się dzieje? Znowu... zasnęłam.. jeśli można to tak nazwać.. obudziłam się na sali, strasznie zimno było.. czułam tylko ból i ból. Do pomieszczenia weszła jedna z pielęgniarek.
-Pani Verdas, operacja przeszła doskonale. Ma pani szczęście,nie każda kobieta ma tak wspaniałego męża.
-Mianowicie o co chodzi?
-Pan Verdas, oddał swój szpik kostny, by pomóc właśnie pani, gdyby nie przeszczep.. kto wie.. długo by pani nie przeżyła..
-Czyli.. Leon uratował mi życie?
-Tak, prawie poświęcając swoje.. podczas przeszczepu.. przed chwilą gdy pani miała przystąpić do operacji.. Pani męża organizm był osłabiony.. po strzelaninie, nieźle się wykrwawił.. w ostatkach sił udało mu się przyprowadzić panią do szpitala.. gdyby nie on.. no wie pani co mogłoby się stać.
-N n n.. nie wiedziałam o tym wszystkim..
-No to teraz pani już wie.. przyprowadzić tutaj męża?
-Nie.. Verdas.. nie jest już moim mężem.. dziękuję, że pani mi wszystko opowiedziała.
-Do usług.- Oddaliła się w stronę drzwi i wyszła.
To wszystko dało mi dużo do przemyślenia.. z jednej strony zimny drań który mnie oszukiwał..
a z drugiej, przyszły ojciec mojego dziecka.. nie rozumiem jak mógł zrobić mi coś takiego.. a jago tak kochałam.. Minęło trochę czasu.. zanim ból był ciut nieodczuwalny.. już jutro.. mija kolejna rocznica śmierci moich rodziców.. byłam zmęczona tym wszystkim.. poszłam spać.. myśląc o przyszłości..
*Ranek*
Obudziłam się w byle jakim humorze, wszystko było mi obojętne.. i bez sensu.. Przyszła pani, ze szpitalnym jedzeniem. kanapka, pomidor i szynka.. mmm o niczym innym nie marzyłam, jak żreć szpitalne jedzenie. Jak mus to mus.. parę gryzów.. i kawałek kanapki odstawiony..  W drzwiach stanął Marco.
-Cześć Violu, jak się czujesz?-Zapytał.
-Teraz? Hmm.. świetnie! Nie ma to jak dowiedzieć się bolesnej prawdy, kiedy wszystko miało się ułożyć. Super prawda?
-Słyszałem co się wczoraj stało.. zobaczysz.. jakieś dwa tygodnie, i wszystko będzie dobrze.
-Dlaczego dwa tygodnie?
-Za tyle dostaniesz wypis, będziesz mogła udać się do domu.
-Słucham?
-Tak, tylko proszę Cię tym razem nie uciekaj stąd dobrze? Nie mam zamiaru Cię znowu wszędzie szukać.
-No dobrze, nigdzie się stąd nie ruszę.
-Mam nadzieję.
Opuścił salę, na twarzy pojawił mi się, szyderczy uśmiech. Misja "opuścić szpital" rozpoczęta.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Leoś żyje spokojnie! Leonetka nie jest razem. Ajć. :/ Ta miłość. To był przedostatni
rozdział tej historii... smutek tak trochę. :/ Szkoda, że już się kończy, no ale
jest początek i jest koniec, jutro bądź po jutrze postaram się napisać finał. Dziękuję wszystkim
Uwielbiam was. :** /Wika <3