piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 34: Prosta Linia.

*Leon*
Jechałem z Federico, noga nie schodziła mi z gazu. Byłem wściekły, i wystraszony. Ręce drgały mi się jakbym miał parkinsona. Federico kazał mi zwolnić, natomiast ja go nie słuchałem. Federico włączył syrenę alarmową, sądząc po tym, chyba chciał jakoś speszyć Diego. Nasz cel nie był daleko, nawet pieszo mógłbym dojść tam szybko.
-STOP! Poczekaj, tam był chyba Diego!
-Co?
-Tam w lesie zatrzymaj się!
-Dam sobie radę jedź do tej nory, tam jest Ludmila!
-Pomogę Ci!
-Nie!
Wyszedłem z samochodu, Federico pobiegł w stronę domu.
Zauważyłem Diego, który schyla się nad ziemią, nie wiedziałem po co, bo chowałem się za krzakami.
Zauważył mnie wyjął pistolet i wcelował w mój prawy bok. Pierwszy drogi strzał, powoli zacząłem tracić przytomność, ale nie mogłem się poddać mimo cholernego bólu. Z daleka usłyszałem syreny policyjne, federico musiał wezwać policję. Diego uciekł, czym prędzej. Otrzepałem się z Ziemi, z trudem wstałem z niej, krwawiłem bardzo mocno. Obok drzewa zauważyłem ciało, nie wiedziałem czyje on jest. Kulejąc i krwawiąc podszedłem trochę bliżej. To nie był nikt inny jak Violetta. Spojrzałem na nią ze łzami w oczach. Czy tak miała skończyć się nasza "bajka"?  Sprawdziłem puls, był ledwo co wyczuwalny, dotknąłem zimnej ręki Violetty, podwinąłem rękaw od jej bluzki, na jej ciele widniały siniaki. Wiedziałem czym mogło się to skończyć. Wziąłem Violettę na ręce, musiałem ją uratować, to było najważniejsze..  Mimo bólu, doszedłem do szpitala.. opadłem na kolana trzymając Violettę w ramionach, nie miałem już sił.
*Violetta*
Obudziłam się w szpitalu, nie wiedziałam co tu robię, pamiętam, że Diego mnie gonił.. a potem.. potem, już nic.. Ubrana w szpitalną koszulę, chciałam się dowiedzieć co ja tu robię, poszłam na koniec korytarza, słyszałam krzyki Marco, byłam ciekawa co się dzieje. W pewnym momencie pielęgniarki ze spuszczoną głową w dół wyszły z sali operacyjnej.. szeptały między sobą.
-Podaj mi kartę Verdasa.. trzeba zapisać datę zgonu.. to takie piękne, że chciał poświęcić się dla jakiejś dziewczyny..
Przełknęłam ślinę, chwyciłam za klamkę i lekko pchnęłam drzwi, zderzyłam się z Marco, łzy leciały mu do oczu..
-Nie.. nie.. powiedz mi, że to nie prawda!-Zaczęłam krzyczeć.
On spojrzał mi w oczy, były jak szklane, w środku nich widać było ból. Wbiegłam do sali.. nie wiem co mnie opętało.. na łożu chirurgicznym leżał Leon.. jego ciało było we krwi..  Na Kardiogramie, nie było widać nic.. jedna prosta linia..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, rozdział krótki..  Ahh Leon... :(

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 33: Uciec stąd.

*Leon*
Musiałem działać, jak najprędzej wybiegłem z kawiarni. Wyjąłem mojego i phone z kieszeni, i wybrałem numer do mojego dobrego starego kumpla. Kliknąłem zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Cześć, tu Leon, kojarzysz mnie jeszcze?-Zaśmiałem się
-Tak pewnie, kupę lat. W jakiej sprawie dzwonisz?
-Miałem nadzieję, że mi pomożesz.
-Jak za dawnych lat?
-Owszem.
-Więc?
-Udało Ci się dostać się do wydziału śledztwa w policji?
-Pewnie, no przecież mi by nie odmówili.
-Ok, posłuchaj moglibyśmy się spotkać, u Ciebie na komendzie.
-Dobra nie ma sprawy, jak to coś aż tak ważnego.
W  10 minut byłem już na miejscu, wszedłem do budynku, wszędzie policjanci, czułem się nieswojo.
-Przepraszam kogoś pan szuka?
-Tak, właściwie to Federico Pasquarelli.
-Korytarzem w prawo.
-Dziękuję. -Kiwnąłem głową i ruszyłem dalej.
Zapukałem i wszedłem do środka. Zobaczyłem mojego dawnego przyjaciela, strasznie się zmienił. Podszedłem do niego uściskałem go.
-Więc co cię do mnie sprowadza?
-Dużo by tu opowiadać, ale zacznijmy od tego że.. Kiedyś poznałem Violettę, potem oświadczyłem sięjej, no i jest ze mną w ciąży.. ostatnio, miałem wypadek, pamiętam wszystko tylko nie to co z nią związane, naszych chwil i w ogóle.. pokłóciłem się z nią, wyprowadziła się ode mnie.. może to być dziwne ale przyśniło mi się, że mówiła mi jak Diego ją porwał.. taki jeden typ...boję się o nią.. on jest niebezpieczny..
-Diego Dominguez?
-Tak..
-Żartujesz?
-Czy ja wyglądam na kogoś kto by żartował..?
-No nie Leon, ale.. bardzo trudno jest go namierzyć, uwierz że próbowaliśmy wiele razy..
-Czyli rozumiem, że mi nie pomożesz, dobra dzięki.. dam sobie sam radę..
-Nie! Stój Leon, pomogę Ci..
-Na pewno?
-Tak.
Wyjąłem telefon, i wybrałem numer do Violetty po 3 sygnałach odebrała jakaś kobieta.
-Halo?
-Cześć, jest może Violetta.. w pobliżu..?
-Masz na imię Leon tak? Ile razy mam Ci mówić, żebyś odczepił się od Violetty? Nawet nie wiesz jak ona cierpi.
-Czekaj.. STOP!
-Co?
-Ludmila?
-Cc c co?
-Ludmila, to ty..?
-Y y .. nie pomyliłeś mnie z kimś muszę kończyć..
Rozłączyła się..
-Fede jestem pewien że to Ludmiła, ona jest teraz z Violettą!
-Ludmila?
-Tak.. moja dawna przyjaciółka.. ja wiem że to ona! Dasz radę namierzyć telefon Violetty?
-Tak dam radę..
*Violetta*
Zdrzemnęłam się trochę, byłam niespokojna. Wiedziałam, że dzisiaj Diego wraca do tej nory.. Poszłam na dół do Ludmiły, oglądała telewizję. Obok niej na szafeczce leżał mój telefon, podniosłam go, i odblokowałam. W tym momencie do Domu, wtargnął Diego. Ludmiła zerwała się z kanapy, a ja stałam nie ruchomo, nie wiedziałam co mam zrobić. Pech tak chciał, że zadzwonił do mnie Leon. Diego podszedł do mnie wyrwał mi telefon i odebrał.
-Możesz się pożegnać ze swoją żonką, i dzieckiem. Teraz nie będzie ich już obydwóch.
Rzucił mój telefon na podłogę. Zaczął się na mnie wydzierać, że jestem zwykłą szmatą, że mogą go teraz namierzyć. Ludmiła wstawiła się za mną.
-Nie masz prawa tak o niej mówić.
-Zamknij się, z tobą rozprawię się później.
Podszedł do niej i uderzył w twarz, ta natomiast upadła na podłogę.
Powoli się cofałam, z myślą, że mogłabym stąd uciec. Chwycił mnie za rękę i przygniótł do ściany, zaczął całować mnie po szyi. Nie mogłam mu na to pozwolić, tak mocno jak tylko potrafiłam dałam mu z kopa w brzuch. Wykorzystałam chwilę, podniosłam telefon i wybiegłam z domu. Wszędzie dookoła tylko drzewa, uciekałam tak szybko jak tylko mogłam.
*Leon*
-Federico, on może jej coś zrobić!
-Leon już go namierzyłem!
Zapisaliśmy adres, i wybiegliśmy z budynku, wsiedliśmy do samochodu, i ruszyliśmy w wyznaczone miejsce.
*Violetta*
Powoli brakowało mi już sił, co chwilę się obracałam, widziałam Diego. Był coraz bliżej mnie. W pewnym momencie zakręciło mi się lekko w głowie, spojrzałam na ręce. Znowu pojawiły mi się znikąd siniaki. Bałam się, że mnie dopadnie.. Poczułam silny ból, opadałam powoli na dół.. nie dawałam rady..obróciłam lekko głowę, i zauważyłam Diego, który stał obok mnie..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 33. :) Mówiłam, że koniec będzie w około 45 rozdziale, natomiast,
będzie on szybciej niż sama się spodziewałam.. parę rozdziałów i koniec. :(
Mam nadzieję że nr 35 wam się podobał. Uwielbiam kończyć w takim momencie.
:D Rozdział 34 pojawi się w piątek, czyli jutro. Cześć. :) /Wika. <3

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 32:W ramionach Violetty.

KOCHANI WAŻNA
 SPRAWA!
 Muszę was wszystkich poinformować, że nasza historia Leonetty za niedługo dobiegnie końca.. 
W około 45 rozdziale, nadejdzie koniec historii.. Ale się nie martwcie! Stworzę nową historię na tym samym blogu! Mam nadzieję, że tą historię miło będziecie wspominać, uwielbiam was.! Dziękuję. za wszystko!
A teraz, życzę miłego czytania 32 rozdziału! Pozdrawiam. :) 
Rozdział 32

*Leon*
Zerwałem się z łóżka, obudziłem się błyskawicznie, zrozumiałem, że to tylko sen.. Przetarłem oczy, i podrapałem się po głowie.. O co w tym wszystkim chodziło? Walnąłem się z powrotem  na poduszkę, obróciłem się w prawo.. Poczułem piękne perfumy.. mogłem znowu poczuć ten zapach.. zapach Violetty.. sama słodycz..wtuliłem się w poduszkę, czułem się jakbym był w ramionach Violetty.
-Chwila moment..-Powiedziałem
Usiadłem w pozycji siedzącej i schowałem twarz w ręce.
Violetta..mówiła coś, o Diego, że ją przetrzymywał...bardzo za mną tęskniła przez ten czas... Może on naprawdę ja przetrzymuje? Coś jej się stało? Nie.. to nie możliwe.. A jeśli to prawda? On nie może dowiedzieć się o naszym dziecku.. on nie może zrobić nic Violettcie.. a jeśli.. on znowu, spróbuje ją..
Muszę temu zapobiec, nie mogę do tego dopuścić! Nie.. ja wariuję..
Spojrzałem na zegarek była druga w nocy.. próbowałem zasnąć, ale nie mogłem.. zszedłem na dół do kuchni, nie chciało mi się dzisiaj nic, cały ten sen namieszał mi w głowie. Zajrzałem do szafki wyjąłem płatki, następnie zimne mleko z lodówki, gdy danie było już zrobione usiadłem przy stole. Zwiesiłem swoją głowę w dół, i jadłem płatki. Spojrzałem przed siebie, na krześle zajadając płatki, widziałem Violettę. Uśmiechnąłem się. Powoli przysunąłem się do niej, a ona do mnie zamknąłem oczy, zbliżaliśmy się do pocałunku, czekałem, ale nic się nie stało, gdy otworzyłem oczy.. już jej nie było.. zniknęła.. ja mam zwidy?.. to nie normalnie.. ja jestem nie normalny! czy ja.. ja .. ja za nią tęsknię? wybaczy mi? nie wiem co mam robić.. muszę ją odzyskać..! nie. nie mogę, ona nie chce.. W ponurym humorze miałem pójść do salonu, by obejrzeć telewizję. Tak było ileś minut po drugiej, ale nie mogę zasnąć.. idąc przez korytarz, zauważyłem błysk, światło na podłodze.. podszedłem tam bliżej, było ciemno, nie widziałem dokładnie. Schyliłem się pod szafeczkę, by to "coś" podnieść, podnosząc ten przedmiot walnąłem się w głowę o kant szafki, syknąłem z bólu. Poboli i przestanie pomyślałem w duchu. Gdy miałem ten przedmiot w ręku, ponownie zabolała mnie głowa, myślałem, że to przez to uderzenie, niestety nie.. znowu przeniosłem się do przeszłości.. do chwili, kiedy oświadczyłem się Violettcie, na łące. Poczułem tą samą radość jak wtedy, przyglądałem się całej sytuacji, jacy byliśmy szczęśliwi.. na sam widok uśmiechnąłem się od ucha do ucha.. gdy powróciłem już na Ziemię, obejrzałem ten przedmiot.. rozumiem, że jak Violetta wyprowadzała się, wtedy ściągnęła pierścionek i nim rzuciła.. lub jej spadł.. w każdym bądź razie.. już rozumiem! Wspomnienia, pamiątki z chwil spędzonych z Violettą ukazują mi przeszłość, w ten sposób, mogę sobie wszystko przypomnieć! To.. to wspaniałe! Szczęśliwy usiadłem na kanapę, i nawet nie wiem kiedy odpłynąłem w głęboki sen..
*Ranek*
Obudziłem się w wyśmienitym humorze.Miałem nadzieję, że wszystko się ułoży. Wziąłem ubrania, poszedłem do łazienki, i wykonałem poranne czynności. Usiadłem wesoły na kanapie. Zadzwonił mój telefon. Połączenie od Marco.
-Halo?
-Cześć Leon. Posłuchaj musimy się spotkać. Możemy spotkać się w kawiarni?
-Tej na rogu, niedaleko szpitala?
-Tak.
-Lecę.
-Cześć.
Szedłem 10 minut, tak szybko jak tylko potrafiłem. Wszedłem do kawiarni i zobaczyłem siedzącego przy stoliku Marco. Przywitałem się i usiadłem przy stole.
-Słucham, coś ważnego?-Uśmiechnąłem się.
-Tak, rozmawialiśmy z specjalistami z innych dziedzin medycyny, musimy znaleźć jak najszybciej dawcę.
-Co?
-Co, co?
-Komu, dlaczego?
-No Violettcie..
-Co jej jest? Masz jakieś wieści?
-Wieści? Leon, co ty gadasz?
-Jak to?
-Violetta, ona przecież.. a zresztą mam kartę badań przy sobie.
Wyjął z czarnej torby, teczkę i podał mi ją do ręki. Nie byłem już wesoły, tylko zdezorientowany.
Otworzyłem ją i zobaczyłem kartę badań. Uważnie ją przeczytałem.
-Violetta Castillo..wynik..białaczka-Mruknąłem czytając.
Zerwałem się z krzesła.
-Co? Białaczka?-krzyknąłem.
-Tak, to też zapomniałeś?
-Ona jest chora!
- Tak Leon, potrzebny jest jej dawca, szpiku kostnego..inaczej..może..
-Tak wiem!
-Leon, to poważna sprawa!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak oto rozdział 32. Mam nadzieję że jest ok. :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 31: Zapomnieć?

*Ludmila*
Byłam w drugim pokoju, gdy nagle usłyszałam jakiś hałas, brzęk.. jakby coś spadło.. i słyszałam płacz Violetty.. tak szybko jak tylko mogłam pobiegłam do pomieszczenia w którym była Viola. Płakała.. podeszłam do niej:
-Co się stało?
-Znowu dzwonił..
-Co zrobiłaś?
-Rozłączyłam się.. 
-I dobrze..
-Właśnie źle!
-Jak to?
-Nie chce mi się rozmawiać, nie mogę.. za dużo mnie to kosztuje.. 
-Rozumiem..
-Nie.. nikt mnie nie rozumie..
-Dobrze, lepiej będzie jak ochłoniesz..
-Dziękuję..
*Violetta*
Wyszłam z pokoju, błądziłam po całym "domu" o ile można nazwać to domem.. Weszłam do jakiegoś pokoju, zapaliłam światło.. wróciły mi wszystkie wspomnienia... tak tak to własnie w tym pokoju.. Diego.. on próbował.. eh.. nie ważne.. tak szybko.. jak tylko mogłam.. zamknęłam drzwi.. nie chciałam patrzeć na tamtą norę..
*Leon*
Nienawidzę całego świata.. powiedziałem co powiedziałem, i niech tak zostanie...
Odpaliłem laptopa..wszedłem na facebooka, by dowiedzieć się co słychać na świecie..miałem parę powiadomień.. kliknąłem na ikonkę i zobaczyłem, że parę osób skomentowało zdjęcie.. na mojej tablicy..
Kiedy w nie wszedłem zobaczyłem zdjęcie, na którym byłem ja i Violetta.. wyglądaliśmy na szczęśliwych.. bardzo szczęśliwych.. 1.229 like, i bardzo dużo komentarzy, kliknąłem na kolejne zdjęcia.. znowu ja i ona..kolejne, znowu ja i ona.. ciągle zdjęcia z nami.. w opisie zdjęć pisałem, jakie ja mam szczęście, że spotkałem Violettą, jak jesteśmy szczęśliwi..nie wytrzymałem.. z oczu poleciały mi łzy.. jak to wszystko, mógł spieprzyć ten cholerny wypadek? Jak? Zdenerwowany, wyłączyłem laptopa..chciałem pójść spać.. pomyśleć nad wszystkim..
lecz kawałek sznurka od bluzy wciął mi się w szufladę, siłą wyciągnąłem sznurek, przy czym otworzyłem szufladę, na jej dnie zauważyłem zdjęcie.. to było zdjęcie z USG, naszego dziecka mojego i Violetty.. małe ciałko, z przykulonymi rączkami i nóżkami, na sam widok zdjęcia uśmiechnąłem się..
W pewnym momencie, poczułem straszny ucisk w głowie, zamknąłem oczy, gdy je otworzyłem, widziałem chwilę gdy Violetta, dała mi to zdjęcie, powiedziała, że w tedy kiedy będę miał chwilę słabości, mam to odwrócić.. Obiecałem jej, że kiedy ta chwila nadejdzie tak zrobię.. byłem tam.. widziałem to.. jakbym cofnął się w przeszłości.. stałem obok i przyglądałem się wszystkiemu..  Wtedy, powróciłem do rzeczywistości. To była właśnie ta chwila by zobaczyć, co napisała na tyle.. Trzymałem zdjęcie w ręku, powoli je obróciłem, czytałem uważnie.. 

                      " Dziękuję Ci za wszystko,
                  na zawsze razem.. 
            Tylko ty, ja 
             i nasza córeczka.
             Kocham Cię <3"

Więc ja będę miał córkę.. ja.. ja będę miał córkę.. Wstałem z krzesła, i zacząłem skakać po pokoju.. chwyciłem telefon, i szczęśliwy miałem zadzwonić do Violetty.. jednak zdałem sobie sprawę, że "Leonetta" już nie istnieje.. ale zawsze będzie w moim sercu..
Gdy się już uspokoiłem, ogarnąłem, że, sentymentalne dla mnie rzeczy, przypominają mi chwilę, której nie pamiętam... Nie to bzdura.. to nie możliwe.. Byłem zbyt zmęczony tym wszystkim, chciałem zasnąć i odpocząć.. jak powiedziałem tak uczyniłem.. chwilę później padłem z zmęczenia, oddaliłem się do krainy snów.. Ktoś niestety musiał mnie obudzić..
-Wstawaj kochanie.- Powiedziała delikatnym głosem.
-Violetta?
-Tak, coś się stało? Przeszkadzam Ci? Przepraszam, że Cię obudziłam, zaraz stąd pójdziemy jak chcesz.
-Pójdziemy?
-Tak, ja i Mia..
-Mia? Kto to?
Zaspanym wzrokiem spojrzałem dokładnie na Violę. W swoich ramionach tuliła małą kruszynkę, wyglądała jak laleczka.
-Nie pamiętasz?
-Oczywiście, że pamiętam..jak mógłby zapomnieć?- Uśmiechnąłem, się ale nie za bardzo wiedziałem o co chodzi.
Violetta spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.. Przysunęła się bardziej i razem z dzieckiem wtuliła się w mój tors.
-Tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też..
- Nie chciałam oddalić się od Ciebie, Diego niestety wykorzystał tą sytuację..
-Diego?
-Tak, nie pamiętasz? Przecież..on mnie porwał..
-Tak pamiętam.. y.. y.. wiesz nie wyspałem się..-Próbowałem uniknąć jej rozczarowania.
-Kocham Cię.
-Ja was też.
Przejąłem na swoje ramiona naszą córkę, wyglądała prześlicznie.. podobna do Violi, ale oczy..?
-Widzisz? Oczy ma po tobie.-Uśmiechnęła się i pocałowała Mię w czółko.
-Jest piękna, tak jak i ty.- Lekko musnąłem czerwone usta mojej ukochanej.
Lekko się zarumieniła. Brakowało mi jej ciepłego dotyku, i zmysłowych ust, właśnie jej.
-Leon, musimy już iść..
-Jak to? Gdzie?
-W nicość.. Żegnaj..
Wzięła dziecko i wyszła z domu.. Pobiegłem za nią, ale jej już nie było..to wszystko prysło.. jak bańka..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak prezentuje się kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.. Leoś i jego sny. <3
Miłego czytanka. :* Usunęłam kawałek rozdziału 31 który opublikowałam na początek,
potem skleiłam w całość z drugą częścią, bo tak jakoś miałam potem więcej weny.:D /Wika.

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 30: Dla nikogo.

*Violetta*
Byłam głodna, zmęczona.. Siedziałam tam bardzo długo.. Myślałam, że tam umrę, po prostu nicość.
Ktoś otworzył drzwi.. Była to.. to ta blondynka.. przyszła z tacą, na której było jedzenie, nie rozumiałam tego, sama przecież wcisnęła mnie do tej "piwnicy" a teraz przychodzi..jakby nigdy nic?
-Cześć, pomyślałam, że może jesteś głodna.. więc przyniosłam Ci coś do jedzenia. Uśmiechnęła się do mnie.
-Nic od Ciebie nie chcę i nie wezmę, wynoś się stąd..
-Dobrze, chciałam po prostu żebyś coś zjadła, a ty mnie wyrzucasz stąd, cześć!  -krzyknęła i spuściła głowę..
Miała już wychodzić, lecz zatrzymałam ją..
-Poczekaj..Przepraszam..Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ty przychodzisz mi z pomocą, a ja na Ciebie wrzeszczę.. przepraszam- Uśmiechnęłam się..
-Nic nie szkodzi..- Odwzajemniła uśmiech.
Usiadła obok mnie, i patrzyła z zaciekawieniem.
-Więc..ty pracujesz dla Diego?
-Tak, niestety tak..
-Pracujesz tu z własnej woli?
-Nie skądże.. on, on mnie zaszantażował..nie chcę o tym rozmawiać..
-Spokojnie rozumiem..
-Masz na imię Violetta tak?
-Tak.. Violetta Castillo, a ty?
- Ludmila Ferro.
-Wiesz mogę Cię o coś spytać?
-Tak, słucham..
-Czy ty, przypadkiem nie jesteś w ciąży?
-E e e.. nie.. skąd ten pomysł?
-No laska, już nie wkręcaj mi kitu.. wiem, że jesteś w ciąży..NIe widać, aż tak bardzo, ale ja poznam wszystko.
-No dobrze masz rację, ale proszę nie mów Diego, boję się co może zrobić, gdy się o tym dowie..
-To to dziecko nie jest jego?
-Zwariowałaś?
-O stara, ale się wkopałaś..
-Ej no aż taka stara to ja nie jestem..-Uśmiechnęłam się..
Musze przyznać, że fajna jest ta Ludmila, miałam ochotę się komuś wygadać, i to zrobiłam..
-No ale powiedz mi kto jest ojcem?
-Nie chcę o nim mówić..
-Rozumiem, zrobił dziecko a potem zostawił..
-Właśnie nie.. Po prostu, chce o nim zapomnieć, z własnej woli.. nie wiem dlaczego go zostawiłam.. ale musiałam.. No i gdyby nie nasza dzisiejsza kłótnia, zapewne nie byłoby mnie tu..
-Tak, Diego jest przebiegły..
-Leon.. on stracił pamięć w wypadku..
-I dlatego się rozstaliście?
-Mniej więcej..
-To zbieg okoliczności.. mój najlepszy przyjaciel ma na imię Leon, jest doktorem.. w BA. (Buenos Aires)
A właściwie były przyjaciel.. Od dłuższego czasu nie utrzymywałam z nim kontaktów.. no i tak nasza "przyjaźń" się rozpadła..
-Tak to dziwne.. Kiedy będę mogła stąd wyjść?
-Diego.. pojechał gdzieś, na jakieś spotkanie, wyjechał na 2 dni.. nikogo nie ma tutaj, więc chyba mogę Cię wypuścić..
-Lepiej nie, wpadniemy i będziesz miała przeze mnie kłopoty..
-Daj spokój, nikogo tu nie ma.. chodź.. - Pokazała ręką na drzwi..
Wyszłam z Lu, skierowałyśmy się do drugiego pokoju, nie było tam brzydko, ale ładnie też nie.
-To twój pokój.
-Ale ja nie chę tu być, ja chcę wrócić do domu!
-Nie mogę, wypuściłabym Cię ale nie mogę.
-Dobrze rozumiem.. Diego wróci za 2 dni?
-Tak, do tego czasu masz spokój..
-On wcale się nie zmienił.. prawda?
-Wiesz ostatnio, łazi.. jakiś dziwny.. cały czas chodzi w tą i we w tą, znam go, nigdy taki nie był..to na prawdę jest dziwne..
-A z resztą po co ja się pytam? Nie kocham go..
- Nie dziwię się..
Zadzwonił mój telefon.. Numer Prywatny, ciekawe kto to?
-Słucham?
-Violetta?
-Czego chcesz Leon?
-Gdzie ty jesteś? Martwię się o Ciebie.
-Tak na pewno, nie dzwoń już do mnie nigdy więcej!
-Violu posłuchaj..
W tym momencie z ręki wyrwała mi telefon Ludmiła, nie wiem o co jej chodzi.
-Jeśli chcesz, żeby Viola płakała, to jesteś w błędzie, ona już zapomniała o tobie, nie rozumiesz?!- Wrzasnęła do słuchawki.
-Co Cię to interesuje? Stop poczekaj. Lud..
Rozłączyła się.
-Co za głupek, ma jeszcze czelność do Ciebie dzwonić?
-Tupet..
-No widzisz!
-Ale tak na prawdę, to ja nie zapomniałam o nim..
-Tak wiem, przepraszam.. ale musiałam coś powiedzieć żeby się odczepił.
Podeszła i przytuliła mnie. Następnie uśmiechnęła się, ja odwzajemniłam uśmiech..Nie wierzę, że ktoś mnie rozumie..Fran ponownie, na jakiś czas wyjechała do Włoszech, teraz mam Lu. Nie wiem, jak ułożę sobie potem życie..bez..bez..Leona...
Po raz kolejny zadzwonił telefon, bł pokazany numer.. niestety, nie wiedziałam czyj on jest. Odebrałam:
-Halo?
-Violetta..
-Leon, posłuchaj mnie! Nie wiem, skąd bierzesz te wszystkie numery! Ale daj sobie spokój, nie rozumiesz?
-Nie nie rozumiem!
-Zostaw mnie, nie dzwoń, nie pisz, mam dosyć
-Masz mnie dosyć?
-Tak.
-Wiesz co?...Ja ja.. ja też mam Ciebie dosyć, jesteś egoistycznąm rozwydrzoną dziewuchą! Nie wiem jak, ja kiedyś mogłem Cię kochać.! Nie nawidzę Cię.!
W tym momencie, zaczęłam płakać, rozłączyłam się, i rzuciłam telefonem o ścianę. Teraz już wiem, że nie istnieję, już dla nikogo, jestem zwykłym śmieciem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że nie dodawałam tak długo rozdziału, szkoła i wogóle, wybaczcie mi. :* Wika.

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 29: Czułam, że tracę rozum.

*Violetta*
Nie STOP! Violetta co ty robisz? Opanuj się! Nie chciałam tego, ale jakoś tak..
*Leon*
To było niesamowite uczucie..do czasu..Gdy oderwaliśmy się od siebie..dostałem w twarz z liścia..
Dobrze wiedziałem za co.. nie dziwiłem jej się.. to działo się tak szybko..w jednym momencie, zaczęła pakować swoje walizki..
-Violetta, poczekaj..daj mi się wytłumaczyć..
-Nie, nie musisz mi się z niczego tłumaczyć, tracisz tylko swój czas, zniknij z mojego życia..raz a na zawsze..
Próbowałem ją zatrzymać, jednak nie mogłem, wybiegła z płaczem..ona też ma prawo wybierać co dla niej dobre.. a właśnie ja byłem tym złem.. zostałem sam..w pustym domu, nie mam po co żyć.. nie pamiętam niczego.. dosłownie niczego.. czuję się zagubiony, jakbym był w obcym świecie..
*Violetta*
Wybiegłam załamana.. Nie wiem czemu, ale nienawidzę samej siebie, chciałabym cofnąć czas.. lecz nie mogę.. za późno na to wszystko.. nie dam rady.. to wszystko skończone,  nigdy więcej.. Jestem jakaś nienormalna czy co? nienawidzę siebie, nienawidzę!  Szłam z walizką, nie wiem gdzie.. weszłam w jakąś uliczkę.. nie mogłam powstrzymać płaczu.. W pewnej chwili.. podjechał do mnie czarny terenowy samochód z przyciemnionymi szybami.. Wyszli z niego jacyś faceci, było ich dwóch, trzech.. dobrze nie widziałam..zaczęli mnie szarpać..przed moimi oczyma ukazała się biała chusta.. ii... wiem tylko tyle, że straciłam przytomność.... Obudziłam się w jakimś czarnym pokoju, nie wiedziałam gdzie jestem, był to ułamek sekundy..było mi strasznie zimno, wstałam z jakiegoś łóżka, wokół mnie nie było nikogo.. przez drzwi wszedł.. tak to był on.. człowiek który zniszczył mi życie.. to nie był Leon.. niestety, to nie on.. był ktoś gorszy.. A kto? Diego...
-Witaj księżniczko..- uśmiechnął się do mnie.
-Odejdź ode mnie, zaraz zacznę wołać o pomoc..- Cofnęłam się do tyłu..
-Ciii.. tutaj nikt nie usłyszy twoich krzyków.. Tylko ja, a jeśli będzie mi to przeszkadzało.. uwierz skończy się to dla Ciebie źle..
-Co co mi zrobisz? Znowu będziesz chciał mnie zgwałcić? Nie będę tchórzem Diego, nie tym razem..
Na biurku leżała broń podbiegłam szybko do niego i ją chwyciłam
-Lepiej się odsuń bo strzelę do Ciebie!
-Nie odważysz się..-Zaśmiał się pod nosem..
-Pewny jesteś?-
Już chciałam nacisnąć za spust.. nie mogłam.. nie potrafiłabym nikogo zabić.. nikogo..nawet tego drania..
-Odłóż tą broń.. Chcesz powtórkę z naszego ostatniego spotkania? Verdasek znowu ma cierpieć? Tym razem nie będę się z nim pieprzył.. Kulka w łeb.. i tyle..
-Spróbuj tylko go tknąć..
- Nie wierzysz mi? Postradałaś rozum Violu..
-nie mów tak do mnie!
- Wiesz co? Ciekawe co by zrobił Verdasek, gdyby się dowiedział, że tu jesteś?
- Verdas już mnie nie obchodzi, nienawidzę go tak samo jak Ciebie. Smutne ale prawdziwe, prawda?
-Jeszcze zmienisz zdanie.. Zobaczysz, będziesz błagała na kolanach, żebym do Ciebie wrócił..
-Prędzej trafię do piekła, bo Cię zabiję , niż będę Cię przepraszała, nie mam za co..zmarnowałeś mi życie..
- Widzę, że trochę przytyłaś, to dlatego, że dużo jesz czy może pieprzyłaś się z Verdasem?
-Z nikim się nie pieprzyłam, co Cię to obchodzi?
-Dużo, bo nie zamierzam wychowywać z tobą bachora ..
-Ze mną? Chyba coś Ci się pomyliło, nie zamierzam tu zostać. Masz mnie stąd wypuścić!
-Nigdzie nie idziesz..
-Bo co?
- Lepiej Ci nie odpowiem, bo będziesz tego gorzko żałowała..
- Jesteś zwykłym śmieciem, potrafisz tylko niszczyć komuś życie..
-Jesteś nikim, wiesz?
-Tak wiem, przekonałam się o tym nie raz, myślałam, że jak ucieknę od Ciebie to będę szczęśliwa jednak..
Czuję się jak szmata.. nie ważna dla nikogo rozumiesz?
-Trzeba było ode mnie nie odchodzić.
- Myślisz, że każda panna którą gwałciłeś, miała potem szczęśliwe życie? Nie wydaje mi się..
-Stul pysk.
Podszedł do mnie i wyrwał mi pistolet z ręki.. lekko mnie przydusił.. nie mogłam złapać oddechu..
-Jeszcze raz powiesz coś takiego, a pożałujesz.. rozumiesz? Skończysz w piachu tak samo jak twoi starzy..
Wyszedł z pomieszczenia.. W tym momencie zrozumiałam, że to nie był zwykły wypadek.. to przez niego.. nie wiem co takiego zrobił.. ale to wszystko zaplanował... Po chwili do pokoju weszła jakaś blondynka..
-Musisz ze mną iść..
-Nigdzie nie idę!
- Uwierz mi, że to będzie dla Ciebie najlepsze..
-Nie chcę nigdzie iść, zostawcie mnie wszyscy w spokoju!
- Posłuchaj, wiem, że to dla Ciebie trudne, ale to skończy się źle dla nas obu..
-Gdzie chcesz mnie zaprowadzić?
-Nie mogę Ci powiedzieć..
-Nigdzie nie idę nie rozumiesz?
-Chodź!
Szarpnęła mnie i na siłę zaprowadziła do .. to była chyba piwnica..
-Przepraszam, ale muszę..
W jej oczach, zauważyłam łzę.. z pozoru wydawała się miła.. a pozory mylą..
Było tam strasznie ciemno i zimno.. byłam głodna.. śpiąca.. Nic tylko ciemność..
Spojrzałam w jeden kąt.. Zauważyłam tam.. tak to był Leon.. uśmiechnął się do mnie.. ucieszyłam się na jego widok.. Ale przecież to nie możliwe.. przetarłam oczy.. a go już nie było.. Czułam, że tracę rozum.. Wrzasnęłam tak głośno jak tylko mogłam : " Dlaczego ja?"..  Wszystko runęło..
*Leon*
Dzwoniłem cały czas do Violetty.. Wyłączyła telefon.. boję się, że ją stracę.. na zawsze..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział, przepraszam za brzydkie słownictwo, ale musiałam. :)
Do wystawiania ocen.. do przyszłego piątku.. nie jestem pewna czy napiszę nowy rozdział
muszę popoprawiać oceny.. tak w ostatni tydzień. :D No ogółem widzicie co dzieje się
teraz pomiędzy wszystkimi bohaterami.. Ta blondynka.. kto to, tego dowiecie się w następnym
rozdziale.. A i szykuję dla was niespodziankę. :) To "coś" bardziej przybliży wam, to co
będzie działo się w następnych rozdziałach.. A ja już kończę bo się rozpisałam. Cześć. :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział28 :Nie unikaj mnie.

*Leon*
-Mam taką jedną głupią prośbę..
-Słucham?
-Wiem, że to raczej facet powinien spytać się o to kobietę, ale.. czy mogłabyś odprowadzić mnie do domu?
Szeroko się do niej uśmiechnąłem, ona rechotała pod nosem, chciałem jakoś poprawić jej humor.. No ale, przecież musiałem o to spytać, bo nie wiem gdzie mieszkam.
-Tak odprowadzę Cię do domu, tylko powiedz mi gdzie mieszkasz.
No i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. 
Razem z Violettą ruszyliśmy w stronę domu. Doszliśmy powolnym krokiem, pod jakiś domek, na tabliczce było "Państwo Verdas", wiedziałem już że to nasz dom..:
-Dobra Leon, odprowadziłam Cię do twojego domu, a jeśli mi pozwolisz to pójdę po walizki, żeby się spakować.
-Ale dlaczego?
-Co?
-Dlaczego idziesz się pakować?
-Nie utrudniaj tego Leon, spakuję się i zamieszkam z Fran, na jakiś czas..
-Ale nie możesz zostawić mnie samemu..
-Dasz sobie radę, nie jesteś małym dzieckiem..A zresztą masz przecież, mój numer telefonu..
-Tak, a możesz mi powiedzieć jak zapisałem Cię w kontaktach? No bo wiesz..ja nic nie kumam..
-Nie wiem tego nigdy nie chciałeś mi powiedzieć..
-Jakoś dam sobie radę..Czyli musisz iść?
-Tak, muszę..
-Proszę, nie idź..Ja nie chcę być sam..
-Leon, powiedziałam Ci coś..
-Ale ja zrobię wszystko, wszystko wszystko, będę mógł spać nawet na kanapie tylko nie idź proszę..
-Leon!
-Bez żadnego ale idziesz ze mną i koniec!
Wziąłem ją na ręce i wszedłem do domu, następnie puściłem ją na nogi, zamknąłem drzwi na kluch po czy schowałem je.
-Nie możesz trzymać mnie w zamknięciu.
-Nie? O popatrz! -Zaśmiałem się szatańsko.
-Ugh, niestety uparty zostaniesz chyba już na zawsze.
-No trudno, taki już jestem.
-Hahaha bardzo śmieszne.-Powiedziała Ironicznie.
*Violetta*
On chyba nie rozumie jak bardzo mnie to boli, miałam zacząć wszystko od początku, widać chyba nikt tego nie chce.. Byłam strasznie zmęczona.. Więc poszłam się wykąpać. Nalałam wodę do wanny, wlałam płyn do kąpieli, i poszłam po szlafrok. Gdy już wróciłam, zdjęłam ubrania i weszłam do wanny, nie wiem dlaczego ale czułam się tak jakoś nieswojo..Musiałam odpocząć, odizolować się od świata..Nie obchodziło mnie teraz nic, tylko to, że mam chwilę spokoju.
*Leon*
Szukałem Violetty po całym domu, pomyślałem, że może uciekła przez okno, no ale bez przesady zboczeńcem żadnym nie jestem, została mi łazienka wszedłem do niej i..zobaczyłem nagą Violettę, nie wiem co strzeliło mi do głowy, przecież mogłem zapukać. Odwróciłem się nie pewnie, mimo jej zaokrąglonego brzucha jej ciało wyglądało pięknie :
-Yyy.. Przepraszam..
-Leon, nic się nie stało, mogłeś zapukać.
-Nie, to moja wina, przepraszam..
Wyszedłem z łazienki, nie wiem czy przeszkodziło jej to czy nie, że ją zobaczyłem, no ale przecież tak jakby "dawny Leon" widział już jej nagie ciało.. Zszedłem na dół by zrobić nam herbatę, i kolację. Gdy jedzenie było już zrobione Violetta wyszła z łazienki, i przyszła do kuchni.:
-Przepraszam jeszcze raz.
-Nic się nie stało.-Uśmiechnęła się do mnie.
-Jak się czujesz?
-W sensie?
-Jak się czujecie, ty i dziecko.
-Dobrze, bardzo dobrze.
-Zrobiłem kolację jesteś głodna?
-Nie zaprzeczę i nie odmówię.
Razem z nią usiadłem przy stoliku, jedliśmy w ciszy, co jakiś czas zerkałem na nią, nie mogłem się powstrzymać. Gdy zjedliśmy posiłek wsadziłem naczynia do zmywarki, usłyszałem od Violetty słowa "dziękuję", następnie wyszła z pomieszczenia. Nie wiem czemu ale tak jakoś ciekawiło mnie, co robi, jak się zachowuje.. Poszła do sypialni, łaziłem za nią jak głupi, jakbym był w jakimś transie.
-Mogę się Ciebie spytać, dlaczego cały czas chodzisz za mną?
-Tak jakoś..
-Aha..
Miała już wychodzić, ale złapałem ją za nadgarstek.
-Nie unikaj mnie, proszę.
-Nie unikam Cię.
Swoją dłonią lekko podniosłem jej pod brudek, by patrzyła w moje oczy.
-Brzydzisz się mną?
-Dlaczego?
-Dlatego, że nic nie pamiętam..
-Nie, dlaczego miałabym?
-Powiedz mi, nawet jeśli nie jestem tym samym Leonem co kiedyś, powiedz co do mnie czujesz?
-Jesteś tym samym Leonem.
-Proszę Odpowiedz.
Po chwili patrzenia w swoje oczy:
-Kocham Cię , Leon.
Ona przyciąga mnie jak magnez, w pewnym momencie pocałowałem ją namiętnie. Czułem się niesamowicie, niby nigdy, ale ~jednak ponownie mogłem poczuć smak jej ust.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to kolejny rozdział, mam nadzieję, że się podobał. :) /Wika. :*