środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 22: Zawsze i wszędzie.:*

*Leon*
Zauważyłem przepiękną biżuterię. Był to pierścionek w małym czerwonym pudełeczku. Spojrzałem na niego. Był piękny, tak jak moja ukochana. Od razu wiedziałem, że jej się spodoba.
-Marco, jędzo chodź tutaj!- Zawołałem go.
-Ale wy wszyscy mnie kochacie. -Zrobił jakąś dziwną minę.
-Zobacz ładny pierścionek?
-Na twój palec chyba za mały.- Zaczął się śmiać.
Więc walnąłem go w łepetynę.
-Ałaa!
-Life is brutal.-Odpowiedziałem mu.
Ładny czy nie?
-Tak jest ładny, a co?
-Nic, nic.
-Mi możesz powiedzieć.
-Dowiesz się w swoim czasie.
Podszedłem do kasy i wskazałem na ten pierścionek. Kosztował on około 2 tysięcy złotych. Bardzo mi się podobał, byłem dobrej myśli, że spodoba się mojej przyszłej narzeczonej. Na samą myśl o tym na twarzy pojawił mi się uśmiech. Stworzę wspaniałą rodzinę, już wkrótce.
Pożegnałem się z Marco, i wróciłem do domu. Ujrzałem Violettę jedzącą truskawki z bitą śmietaną. Ja również miałem ochotę. Nie na truskawki a na Violettę. :D Pierścionek szybko schowałem do kieszeni w spodniach.Usiadłem koło niej na kanapie i zacząłem bawić się jej włosami.
-Gdzie tyle czasu byłeś?
-Nie było mnie 45 minut.
-To za dużo.
-A co stęskniłaś się?-Zaczął zabawnie unosić brwi.
-Tak i to bardzo.-Pocałowała mnie w policzek.
-To chodź spędzę dzisiaj z tobą czas.
-Gdzie idziemy?
-Tam gdzie nas nogi poniosą.
Wyszliśmy z domku i kierowaliśmy się w stronę, jeziora i wielkiej polany.Trzymaliśmy się za rękę i gadaliśmy o głupotach. :D Właśnie tam chciałem ją zabrać. Doszliśmy spacerkiem w jakieś 20 minut. Usiedliśmy na polanie, pełnej kwiatów. Wyglądało to bajecznie. Zaczęliśmy się wygłupiać. Czułem, że dla niej mogę zrobić wszystko, że przy niej jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. W pewnym momencie zacząłem, śpiewać refren naszej piosenki.:"Nuestro Camino".
W jej połowie uklęknąłem przed nią, i specjalnie zamiast pierścionka wyjąłem coś innego.
-Violetto Castillo, już od dłuższego czasu chciałem CI to powiedzieć, jednak nie wiedziałem jak..
-Leon..
-Nadal nie oddałaś mi pieniędzy za koszulę która musiałem zanieść do pralni.!
-Leon, ja myślałam, że.- Posmutniała jej mina, aż mi się szkoda jej zrobiło.
-Tak naprawdę..-Wyjąłem małe pudełeczko ze spodni i otworzyłem je.
Violetto Castillo, jesteś jedyną istotą dzięki której chcę żyć, kocham Cię nad życie, wiele bym oddał, żebym był zawsze i wszędzie tylko z tobą. Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i została moją żoną?
Z jej oczu zaczęły lecieć łzy, nie wiedziała co powiedzieć. Rzuciła mi się na szyję i szepnęła do ucha: tak, Leon, zawsze i wszędzie. Wziąłem ją na ręce i zacząłem się z nią kręcić. Był to 2 najwspanialszy mój dzień, 1 była wiadomość o dziecku a 2 o tym, że zostaniemy narzeczeństwem.
Gdy postawiłem ją na Ziemię, uklęknąłem ponownie i włożyłem pierścionek na jej palec.
-Jest śliczny.-Powiedziała.
-Tak jak ty.
Wytarłem jej łzy z policzków i złączyliśmy swoje usta w pocałunku. Jeszcze nigdy tak wspaniale się nie czułem jak dziś. Szczęście przyszło właśnie do mnie.
*Violetta*
Znowu dałam się nabrać. Myślałam, że on robi to na serio. A jednak. Jestem szczęśliwa, nie tylko z powodu tego, że oświadczył mi się lub, że mieszkamy razem. Najbardziej się cieszę się z tego powodu, że będziemy mogli stworzyć cudowną rodzinkę, że będę mogła się z nim starzeć. Było po prostu idealnie.! ♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jakiś krótki mi wyszedł.O.o Ale to nic najważniejsze, że jest szczęśliwa Leonetta.<3

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział21: Dziewczynka, a chłopiec?

*Leon*
Posprzątaliśmy grilla, pobawiliśmy się jeszcze trochę w domu. A następnie nasza "Marcesca" sobie poszła. :)
Bardzo fajnie jest spędzić czas razem z przyjaciółmi. Ja z Violą byliśmy strasznie padnięci, strasznie. Byłem tak szczęśliwy tym co stanie się jutro. Tak szczęśliwym, że po prostu moim uśmiechem mógłbym się podzielić z całym światem. :) Poszedłem do nas do sypialni, czułem się w niej nieziemsko, a będzie jeszcze lepiej, jak zaraz przyjdzie moja ukochana. Sypialnie była bardzo przytulna.
Chciałem miło spędzić czas z Violettą. Wziąłem parę róż z ogrodu, urwałem z nich płatki i obsypałem nimi łózko. Sam się zdziwiłem, że taki ze mnie romantyk. ;) Przebrałem się w pidżamę i położyłem na łóżko. Nawet śmiesznie się czułem.
Usłyszałem czyjeś kroki, to Violetta, od razu pomyślałem.
No i moja inteligencja mnie nie myliła. Ustała przed otworzonymi drzwiami do sypialni i uśmiechnęła się do mnie. W paru sekundach leżała już koło mnie.:) Rozmawialiśmy o dziecku, myśleliśmy nad imieniem dla naszego bobasa. Długo się nad tym zastanawialiśmy.:
-Dziewczynka, może będzie miała Amelia?-Wtuliła się wtedy w mój tors.
Bardzo podobało mi się te imię, było takie delikatne, spokojne, a zarazem słodkie.
-Bardzo mi się podoba.-Uśmiechnąłem się do niej.
-A chłopiec? To będzie już trudniejsze...
-Hmmm... chłopiec..Może Fede?
-Federico?
-Tak.
-Bardzo ładne imię.
Uwielbiałem spędzać czas z Violettą. Szukałem osoby, która mnie zrozumie, również będzie taką moją "przyjaciółką" i znalazłem taką osobę, najważniejszą w moim życiu.
-Kochasz mnie?-Spytała.
-Bardzo, nawet nie wiesz jak.- Wtedy ucałowałem ją w czoło.
-To dobrze, ja również Cię bardzo kocham Leon. Bardzo, bardzo, ale to bardzo Cię kocham.
-Jak można mnie nie kochać?- Zażartowałem.
Obydwoje rozmawialiśmy o nas, o tym wszystkim co się pomiędzy nami wydarzyło. Wspominaliśmy również nasze pierwsze spotkanie. Śmialiśmy się z tego cały czas. Nie wiem, czy byłbym szczęśliwy tak jak teraz, gdybym nie poznał Violetty. Nie wydaje mi się. Jest jedyna w swoim rodzaju. Ona jest teraz już moja. :) Pieściłem lekko jej dłoń. Wiedziałem, że czuje się przy mnie bezpieczna. Rozmawialiśmy bardzo długo. Byliśmy tak zmęczeni, że zasnęliśmy w swoich ramionach. Bardzo dobrze mi się spało. Już wiadomo dla czego, moje słońce było przy mnie. Po cichu wstałem i spojrzałem z uśmiechem na jeszcze śpiącą Castillo. Następnie udałem się do kuchni, by zrobić nam śniadanie. Zrobiłem, moje słynne naleśniki z truskawkami i nutellą. Mmmmm pycha.! Siedziałem przy stole chyba godzinę i czekałem aż ona zejdzie, jednak czekałem na nic. Wróciłem na górę, zobaczyłem, że ona nadal śpi. Wiec miałem genialny plan. Pewnie mnie za to zatłucze, ale co tam. :D Poszedłem po szklankę zimnej wody, po cichutku zakradłem się do sypialni, i kucnąłem przed jeszcze śpiącą Violettą. Zamachnąłem się lekko ręką i oblałem Violettę. Ta zerwała się śmiesznie z łóżka i zaczęła się na mnie wydzierać, następnie chwyciła torebkę i zaczęła mnie nią bić. O mało co nie wybuchłem ze śmiechu, stała z mokrą twarzą i dekoltem wymachując torebką. Los tak chciał, że nie chcący dostałem nią w twarz, nie bolało mnie to wcale, lecz coś mnie podkusiło. Momentalnie złapałem się za twarz i "syczałem" z bólu. Nie bolało mnie to, ale jednak jakaś scenka musi być. Moje słońce zrobiło wielkie oczy ukucnęło, przytuliło mnie i zaczęło przepraszać. Jak to ja, zacząłem rechotać pod nosem. Niestety cały mój plan się wydał. Strzeliła na mnie foszka, i poszła do łazienki.
*Violetta*
Boże, ale on mnie zdenerwował, oblał mnie tą wodą a na dodatek oszukał, że to go bolało. W prawdzie to było śmieszne co zrobił, ale tak nie pędzie nikt traktować Violetty Castillo. Udałam, że się obraziłam ale to nie było prawdą wręcz przeciwnie. Ubrałam się, wykonałam poranne czynności i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedział tam już mój kochany tępak. Ja również usiadłam, zaczęłam jeść naleśniki, ale nie odezwałam się do niego słowem.:
-Powiesz mi coś?
Nie wydusiłam z siebie żadnego słowa.
-Violetta..-Zaczął wymachiwać mi ręką przed twarzą.
Złapałam jego rękę i groźnie powiedziałam:
-Jeszcze raz będziesz machał mi tą ręką przed twarzą, to zaraz ją stracisz.
-Y...no dobrze dobrze. Grunt, że chociaż coś powiedziałaś.
-Grr.-Wydałam z siebie taki dźwięk jakbym udawała psa.:D
-Jesteś dzisiaj jakaś niebezpieczna, i ostra.Lubię Ciebie taką.- Poruszył zabawnie brwiami.
W tym momencie wybuchłam śmiechem, aż oplułam się kawałkiem naleśnika. On również zaczął się śmiać.
Gdy wróciliśmy już na "Ziemię" spytał się mnie.:
-Nadal jesteś na mnie obrażona?- Zrobił minę zbitego psa.
-Nie rób takiej miny jakbym Cię pobiła.
-Khekhem...Tak w zasadzie to zrobiłaś to.- Oboje znowu zaczęliśmy się śmiać.
-Tak, oblałeś nie wodą a potem udawałeś.
-Ale ty tak słodko wyglądasz jak się wściekasz.
-I trudno.
-Ale nie wściekaj się już tak na mnie nigdy więcej, bo się Ciebie zaczynam już bać, a poza tym to zmarszczki na czole Ci się zrobią.
-Ej no.! Chcesz dostać po łbie?
-Nie nie mamo nie bij.- Szybko zrobił pozycję jak na jakiś manewr obronny.
Dzisiaj to chyba nie przestanę przez niego się śmiać. Uwielbiam go, że jest taki zabawny, przystojny, uroczy, miły, opiekuńczy, ładnie pachnie. :D
-No to jak wybaczysz mi to co zrobiłem, i już nigdy więcej nie będziesz mnie biła?
-Może..
-Tak czy Nie.
-Czy.
-Ej!
-Kup sobie klej.
-I co będę miał z nim zrobić?
-Może dokleisz sobie mózg.
-To nie było miłe.
-Nie kocham Cię.
-Co?
-Nie kocham Cię?
-Ale..jak to?
-Prima Aprillis!
-Jest koniec listopada a ty bawisz się w 1 kwietnia?
-Tak.
-Nie rób już mi takich żartów bo zawału dostanę.
-Ale ty tak słodko wyglądasz kiedy się wystraszysz.
-Zaraz ty się wystraszysz.
-Co ale jak?
No i ta jędza parszywa zwaliła mnie z krzesła a następnie pokazała mi język i uciekła na taras.
-Leon! Głupku wracaj tu!
Jak on mnie czasem denerwuje! Mam okazję do zrobienia tego co on zrobił mi. Zaczęłam niby płakać, że coś stało mi się z ręką. Fakt trochę mnie łokieć boli ale to nic strasznego. Płakałam jeszcze bardziej. Jestem tak dobrą aktorką, że z oczu wypłynęły mi nawet łzy. :D Tak prędko jak potrafił, mój rycerz przybiegł z powrotem do kuchni.
-Boli Cię? Jak mocno? Gdzie Cię boli? Boże co ja narobiłem?
-Nie, wcale, rozkochałeś mnie w sobie.
-Wiem, ale w którym miejscu...Chwila moment..Czy ty właśnie zaatakowałaś mnie moją bronią?
-Mhmm..Tak właśnie. Dałeś się nabrać przystojniaku.
-O nie tak nie będzie!
Nie na widzę gdy tak mówi, od razu wiem, że zamierza coś zrobić. Oczywiście, wziął mnie na ręce wybiegł na taras i wrzucił do naszego basenu. Po czym, sam wskoczył do niego. Nie ma to jak pływać w listopadzie w basenie prawda? Wyszłam z niego, cała mokra. Nie zostało na mnie nawet jednej suchej nitki. Stałam przy drabinkach i zdjęłam z siebie mokre ubrania, oczywiście nie byłam tego świadoma, że w bieliźnie widzi mnie Leon. Odwróciłam się i dopiero to zauważyłam, jednak nie robiło to na mnie jakiegoś wrażenia przecież widział mnie już nagą, a poza tym to i tak jesteśmy parą więc.. Odłożyłam mokre ubrania na suszarkę do łazienki, a następnie ubrałam się w suche ciuchy. Musiałam jeszcze wysuszyć włosy, tak jak mówiłam tak i zrobiłam. :) Następnie usiadłam przed telewizorem było wtedy około godziny 13, Leon przyszedł do mnie i powiedział, że za jakąś godzinę wróci. Był już przebrany w suche ubrania, wziął kurtkę i wyszedł.
*Leon*
No to będzie miała niespodziankę. Wyszedłem z domu, kierowałem się w stronę Centrum Handlowego. Po drodze zadzwoniłem do naszego "loczka", chciałem aby dotrzymał mi towarzystwa oraz pomógł w wyborze, takiej jednej rzeczy. Spotkaliśmy się przed Centrum. Weszliśmy do środka i  porozglądaliśmy się po sklepach.
-Właśnie! I o te sklep mi chodziło!-Wskazałem palcem na sklep Jubiler.
Razem z Marco weszliśmy do środka. W prawdzie mówiąc on nie wiedział po co.
-Leon dlaczego tu jesteśmy?
-A dlaczego chodzi się po sklepach?
-Żeby coś kupić.
-Widzisz i już masz odpowiedź!
Od razu jak wszedłem do środka zauważyłem piękną biżuterię, nie była to zwykła biżuteria.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 20: Państwo Verdas. :*

*Violetta*
Jestem strasznie tym wszystkim zadowolona, będę miała dziecko, jestem szczęśliwa z moim mężem. Chwila moment...Leon nie jest moim mężem.. to dziecko będzie nie ślubne? A co jeśli mnie zostawi? Nie..Tak nie będzie..On..Kocha mnie nad życie, a ja go. Bardzo się kochamy i niech tak zostanie.
-Lądujemy-Powiedziała Stewardessa.
Tym razem się nie bałam, nie myślałam o niczym tylko o rodzinie którą stworzymy razem z Leonem.
Wylądowaliśmy już. Leon wyszedł pierwszy z samolotu, wziął nasze bagaże i wezwał taksówkę.
Po około 20 minutach byliśmy pod jakimś domem. Wysiedliśmy z samochodu,a ja nawet nie wiedziałam gdzie jestem.
-Co to za miejsce?
-Hiszpania, kojarzysz?-Uśmiechnął się do mnie.
-Ale nie o to mi chodzi. Czyj jest ten dom?
-Ten? Nasz.. Wchodźmy.
Na swoje oczy pierwszy raz zobaczyłam tak śliczny domek.  Na prawdę, pierwszy raz. Trochę się zdziwiłam tym wszystkim. Przekroczyłam próg nowego mieszkania, a w końcu "nowy dom, nowe życie". Jeszcze przed tym jak weszłam na drzwiach zauważyłam tabliczkę "Państwo Verdas".
To było takie słodkie. w wielkim korytarzu odłożyłam walizki. Następnie ruszyłam na górę, po schodach. Zauważyłam uchylone drzwi weszłam do, pokoju. Zobaczyłam tam, na ścianie sklejkę zdjęć moich i Leona.
Stałam i cały czas patrzyłam na te piękne zdjęcie.
Myślałam tylko: Tak to ten jedyny. Chcę żeby to właśnie on był ojcem mojego dziecka, tak jak i moim mężem. Chcę starzeć się razem z nim, i tylko z nim. Byłam cała w skowronkach, wyszłam z wielkim uśmiechem na twarzy, z pokoju. I ponowie zauważyłam kolejne leciutko uchylone drzwi. Co tam jest? Bardzo zaciekawiło mnie to. Miałam chwycić już za klamkę gdy niestety na drodze stanął mi Leon.
-Mogę tam wejść?
-yyy..Ale tam nic takiego nie ma.
-Jak to nie ma? Skoro nie ma tam nic to daj mi to zobaczyć.
-Nie.- Smyrną mnie lekko usta swoimi ustami.
Następnie zamknął drzwi na klucz.
-Ej no ja się tak nie bawię! - Tupnęłam wtedy zabawnie nogą. On zaś wybuchł śmiechem. i zszedł do kuchni. Zauważyłam, że koło domu jest taras. Wyszłam w tamto miejsce i zobaczyłam przepiękny ogródek, basen i rozstawiony grill. Na nim piekła się kiełbacha. :D Przyszedł do mnie Leon:
-Masz może najlepszą przyjaciółkę, gdzieś w pobliżu..? -Spytał.
-W pobliżu nie.. ale mogę zadzwonić.. tylko po co?
-Zaproś ją do nas na grilla, a ja zaproszę Marco. Dobra?
-No dobrze.
Fran, mieszkała ona we Włoszech, ale tak jakoś zadzwoniłam do niej:
-Halo? Cześć Fran.
-Viola, jak miło Cię słyszeć.
-Nadal jesteś w Paryżu? Co ogółem u Ciebie słychać?
-Nie, nie właśnie teraz jestem w Hiszpanii. Tydzień temu się tam przeprowadziłam.
-W Hiszpanii?
-Tak, a coś się stało?
-Tak! Wsiadaj w taksówkę, i przyjeżdżaj do nas na grilla.
-Na grilla? Bardzo chętnie.
Powiedziałam Fran adres domu, jakoś 15 minut temu przyjechała taksówką.
Podeszłam pod bramkę, otworzyłam furtkę i przywitałam się z Włoszką. Następnie zaprowadziłam ją na taras.
-Fran, to jest Leon.
Szatynka przywitała się z nim.
-Cześć Francesca jestem, miło poznać.-Uścisnęła jego dłoń.
-Leon, kiedy przyjdzie Marco?-Spytałam.
Ten spojrzał na zegarek. O już jest i wskazał na niego palcem. :D Leon i ja przywitaliśmy się z Marco następnie zapoznałam go z Fran. Może się zupełnie pomyliłam, ale zobaczyłam, coś takiego, że Marco podrywa moją Fran. Muszę z nią o tym pogadać. ;)

*Francesca*
Jak miło, że Viola zapoznała mnie ze swoim chłopakiem, szkoda, że tylko chłopakiem. Byliby świetnym małżeństwem. Ogólnie jest mi trochę głupio, gdy Viola powiedział mi, że Leona wyrzucili z restauracji. Ale świetnie mi się z nim gawędziło. Więc nie sądzę, żeby żywił do mnie urazę. :) No i on... Ten boski chłopak *-*. Marco. Jest taki słodki, a w dodatek przyjaźni się z Vilu i Leonem. Jest taki zabawny, taki przystojny. Jednym słowem jest boski! Viola zaciągnęła mnie do kuchni. Podobno by zrobić sałatkę. Więc poszłam.
Co do czego okazało się, że Viola wzięła mnie na "przesłuchanie". Pogadałam z nią o wszystkim i zaczęła temat..

*Violetta*
Gadałam z Fran. Jednak nie mogłam powiedzieć jej o dziecku, jak na razie. :) Niech to będzie niespodzianka. Od razu wiedziałam, że Marco podoba się Fran. To było widać! Ten błysk w oku, zaczepki, z jego i jej strony. Po prostu miłość wisi w powietrzu, podobnie jak ze mną i Leonem, tylko u nas to już coś bardziej poważniejszego. Jednak nie mogłam się doczekać, kiedy zostaniemy małżeństwem. Oczywiście, jeśli on będzie tego chciał. Rozmawiałam z Fran, od razu przyznała mi się, że podoba jej się Marco. Śmiałyśmy się, no i co? Musiałyśmy zrobić sałatkę. Składała się z:
-Winogrona,
-Mango,
-Brzoskwini.
I innych owoców. :) Wróciłyśmy do chłopaków, mięso było podane już na stole. A reszta kiełbas nadal leżały na grillu. Już od razu wiedziałam co mam zrobić.:
-Leon, kochanie, chodź pomóż mi zdjąć te talerze z góry.
-Już idę.
No to poszliśmy do środka.
-No i gdzie te talerze?- Spytał.
-Nie chodzi mi o żadne talerze! Przecież wtedy mogłabym na krzesło ustać i je zdjąć.
-Więc o co chodzi?
-Fran przyznała mi się, że nasz loczek jej się podoba.
-Uuuuu... On mi też mówił, że podoba mu się Fran.
-Właśnie dlatego trzeba ich spiknąć! :D
-No okej, tylko jak?
- Ja Ci zaraz to wszystko wytłumaczę.
No i mu wszystko powiedziałam co i jak.
-Kręcisz mnie kiedy, jesteś taka bystra.-Puścił wtedy do mnie oko i namiętnie pocałował. *O*
-Przestań. -Pocałowałam go również
Więc cały plan objaśniony, jasne?
-Jak słońce.
Wróciliśmy do nich, wtedy Leon powiedział:
-Musimy iść do sklepu, skończyła nam się musztarda i keczup. :D
- No dobra poczekamy na was.
Ja i Leoś, tak na prawdę nie poszliśmy do sklepu. W prawdzie mówiąc, staliśmy za rogiem domu i wychylaliśmy się by zobaczyć co robią nasi zakochani. Wyglądaliśmy jak głupi. :D W prawdzie mówiąc było warto. :) Był o to tak:
" Fran i Marco siedzieli, i gadali przy stole, jak to mięso, zaczęło się palić na grillu.".. Muszę się wtrącić, nie ma to jak robić grilla w połowie Listopada. Było prawie 30 C, więc czemu nie? Śniegu nie było, więc ok. :D
No to dokańczam dalej... "Mięso zaczęło się mocno, przypiekać na grillu. Fran wstała wzięła metalowe szczypce żeby zdjąć już mięso . Jednak, było ono trochę tłuste (mięso) i cały czas wypadało jej ze szczypiec. Marco zaczął lekko rechotać z niej. Powolnym krokiem podszedł do grilla, no i oczywiście do Fran. Lekko objął od tyłu swoimi dłońmi i jej chwycił, szczypce, a następnie mięso. Udało im się! :D Następnie nasz loczek wystawił polik i powiedział:
-A teraz całusa poproszę.
-Nie ee..
-Tak.
-Nie.
-No bo się fochnę.
-No dobra."
No i już, coś się zadziało. Mały całus, a daje tak wiele prawda? Przyszliśmy, jakby nigdy nic.
-A gdzie wasz keczup i musztarda.?
-Y... Nie było. -Odpowiedział Leon.
-Aha, okej.
Było widać to po Fran, że jest cała w skowronkach, obydwoje się do siebie uśmiechali. Nasz loczek i włoszka! Ej w takim razie może to być: Loczek i Włosek.! Takie tam włosy. :D Możliwe, że teraz oni stworzą idealną parę. Tak jak ja i Leon. <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drugi rozdział z osobową narracją. Chyba lepiej tak mi się piszę. Marcesca, tuż tuż.! :D /Wika. :*

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział19 :Było po prostu idealnie. :)

*Violetta*
Po głowie chodziło mi jedno. Myślałam, że może ja i Leon... Nie... to nie możliwe. Tak nie może być.
Przecież ja nie mogę z nim być wtedy jak to... Przecież ja nie mogę być z nim w ciąży.! Boże! Violetta ocknij się ja nie mogę o tym myśleć.! Ja... ja muszę wracać, ja muszę wracać do Hiszpanii. Musze zrobić badania, iść do doktora. Przecież ja sama nie poradzę sobie.. A co jeśli?... A co jeśli Leon mnie zostawi?
NIe.. raczej nie... przecież jestem miłością jego życia.. to nie możliwe! Muszę mu to powiedzieć..
W pewnym momencie skierowałam się w stronę pokoju gdzie leżała moja torebka. Ubrałam płaszcz buty i już miałam wychodzić:
-Violu gdzie idziesz?-Usłyszałam jego głos.
-Ja, idę do sklepu.. zaraz wracam.
-Dobrze.
Wzięłam głęboki oddech i wyszłam. Szłam przed siebie, w sumie to nawet ja nie wiedziałam gdzie idę.
Zauważyłam aptekę, weszłam do niej i kupiłam testy ciążowe. Moje serce waliło jak oszalałe. Weszłam z powrotem do naszego pokoju:
-Już jestem.
I szybko weszłam do łazienki. Usiadłam na róg wanny i zastanawiałam się czy mam to zrobić czy nie. Dobra, jak mus to mus. No i się stało zrobiłam test. Jednak nie chciałam na niego patrzeć. Ale przecież musiałam. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam pozytywny wynik. Z jednej strony cieszyłam się jak nigdy, ale z drugiej nie wiedziałam jak zareaguje przyszły tatuś. Z oczu poleciały mi łzy. Można powiedzieć że było tyo łzy szczęścia. W końcu musiałam mu o tym powiedzieć. Wyszłam z łazienki i zauważyłam go nadal siedzącego i oglądającego telewizję. Podeszłam i usiałam koło niego. Wyłączyłam telewizor i powiedziałam mu prosto w oczy.
-Leon muszę Ci coś powiedzieć...
-Tak, słucham. Coś się stało?-Spytał mnie.
-Ty, to znaczy ja, my... Zostaniesz Tatą..
Nagle do oczu zaczęły wpływać mi łzy.
*Leon*
Ale przecież to nie możliwe! Jak kiedy? Aaaaaaaa..... Jezu.. Co ja narobiłem... Wtedy.... Boże! Przecież ja będę ojcem! To nie możliwe. Nie dowierzałem niczemu złapałem się za głowę, byłem szczęśliwy i zdezorientowany tym wszystkim:
-Ale jak to możliwe..?
-Rozumiem...Wiedziałam... Wiedziałam Leon, że zostawisz mnie z tym wszystkim!
*Violetta*
W tym momencie zawalił mi się świat.. Nie wiedziałam, że to wszystko tak się potoczy. Chciałam już wybiec z pokoju, gdy nawet nie wiem kiedy Leon złapał mnie za rękę i powiedział:
-Jestem szczęśliwy i za razem zszokowany Violu. Będziemy rodzicami.. Rozumiesz? Będziemy mieli dzieciątko!
Znowu uśmiech pojawił mi się na twarzy. Łzy leciały mi jak grochy, strasznie ale to strasznie mocno przytuliłam mojego ukochanego mężczyznę.
*Leon*
Ja.. ja nie wierzę.. Będę ojcem! Cholernie się cieszę.
Violetta moją żoną, kochanką, i matką mojego dziecka! A nawet i może dzieci! Cieszę się cholernie! Tak jakby dziecko dostało rower, a nawet lizaka! Jestem prze szczęśliwy. Tylko... Moi rodzice! Muszą o tym wiedzieć, że zostaną dziadkami z pewnością się ucieszą.!
-Violu...
-Tak?
-Wracajmy do Hiszpanii.
-Dobry pomysł.-Uśmiechnęła się do mnie uroczo.
W około 1 godzinę spakowaliśmy się i byliśmy już na lotnisku. Wsiedliśmy do samolotu. Przez tą całą drogę do Hiszpanii myślałem tylko o naszej córeczce, lub synku. Lecz nie ukrywam, że wolałbym córkę. :)
Byłaby taka kreatywna, jak moja żona, taka piękna, jak moja żona, i taka troskliwa, oczywiście jak moja żona. Właśnie... Moja żona! Violetta będzie moją żoną.! Tylko muszę to zorganizować... ale ... jak? Kurcze... Za niedługo Święta... Niespodzianką dla mnie było to, że będziemy mieli dziecko.. W sumie to dla innych może być prezentem... mało czasu zostało mi na zorganizowanie tego. Jeszcze...Violetta..i..i..i i jej pierścionek.. tak ! I jej pierścionek. Będę miał rodzinę!
-Ja i Violetta będziemy mieli dziecko!- Z wrażenia wstałem i krzyknąłem te słowa. To było nie kontrolowane.
Każdy z samolotu zaczął bić brawo.. do końca nie wiedziałem o co chodzi. Lecz po pewnym czasie zorientowałem się, że powiedziałem to na głos. Zobaczyłem, że Violetta popatrzyła się na mnie z uśmiechem. Usiadłem i mocno, ale to mocno pocałowałem ją w usta. Następnie z całej siły przytuliłem ją.
-Yh..yyy..y.. Leon nie mogę oddychać Dusisz mnie-Powiedziała, Vilu i na twarzy zrobiła się cała sina.
Puściłem ją. Ta złapała się za gardło i wzięła głęboki wdech. Boże, ja prawie ją udusiłem ze szczęścia. :D
-Leon ty oszalałeś?-Powiedziała zdyszana.
-Tak na twoim punkcie.-Uśmiechnąłem się do niej.
Na jej twarzy pojawiły się rumieńce:
-Leon znowu to robisz.!
-Ale co?
-Ty wiesz co!
-Aaa.. Zapomniałem. Alle przecież wiesz, że kocham jak się rumienisz. :)
-Tak wiem. I nie znoszę Cię za to.
-Nie znosisz mnie?- Specjalnie zrobiłem smutną sztuczną minę.
-Nie, nie nie nie nie... Ja nie chciałam tego powiedzieć. Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
-Mhmhmhmhmhmhm...Zastanowię się czy Ci wybaczę
-Zastanowisz się czy wybaczysz matce swojego dziecka?
-No dobra przekonałaś mnie. - Ja tak jak i ona uśmiechnęliśmy się na wzajem.
Było po prostu idealnie. ♥

sobota, 26 kwietnia 2014

Zmiany w Blogu! :D

Kochani. W wielu blogach widziałam, że są narracje. Jednak nie do końca. Widziałam, że autorki piszą to tak jakby osoba by to odczuwała np. :
*Violetta*
"Czułam motylki w brzuchu, trzymaliśmy się za ręce było prześlicznie. Zadzwonił mój telefon".
 Właśnie o  coś takiego mi chodzi. :D Skoro inni mogą to ja też. :D Na początek napiszę rozdział z czymś takim, na próbę. Jeśli spodoba mi się to, zostawię to na stałe. :D Oczywiście wam tez musi się to spodobać. :D                  /Wasza Wika. <3

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 18: Straciła swoją Matkę.

Leon po jakiejś godzinie zobaczył śpiącą obok szatynkę. Był w pozycji siedzącej i i patrzył zamyślony na okno. Violetta, również wstała, zawiesiła się na ramie Leona:
-Przepraszam Cię, przepraszam Cię Leon.
Nie odpowiedział nic.
-Leon no proszę odezwij się do mnie.
-Po co?
-Co po co? Proszę no!
-Violetta dzwoniłem do Ciebie 40 razy, pisałem 20 sms, a ty nawet nie zauważyłaś tego, że wyrzucili mnie z restauracji, tylko dlatego by myślałem, że coś stało się tobie i tej dziewczynie.
-Franceska, tak ma na imię.
-Dobrze, tobie i Francesce.
-No i co i teraz strzelisz na mnie focha? Nie będziesz się do mnie odzywał? Bo co? Bo próbowałam pocieszyć osobę, która również straciła swoją matkę?
-A skąd miałem to wiedzieć? Dzwoniłem tyle razy a ty nawet nie raczyłaś odebrać? Nie zrobiłaś nic jak wyrzucili mnie z restauracji. Violetta zaprosiłem Cię do restauracji a zostałem z niej wykopany bo myślałem, że coś Ci się stało.!
-Przepraszam, przepraszam, że żyję, że Cię kocham, że próbowałam ją pocieszyć, przepraszam w ogóle, że mnie poznałeś!-Zaczęła płakać.
Gdy Leon zobaczył łzy u szatynki, zrobiło mu się przykro, że tak na nią nakrzyczał. Przysunął się do niej, i przytulił ją.
-To ja Ciebie przepraszam. Nie chciałem na Ciebie nakrzyczeć, nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. Przepraszam.-Po tych słowach pocałował ją w czoło.
-Chciałam ją po prostu pocieszyć.
-Tak wiem. Byłem zdenerwowany, ale następnym razem będziesz odbierała telefon?-Zażartował.
Violetta pobiegła do łazienki, zrobiło jej się nie dobrze. Leon pobiegł za nią.
-Violetta co..
Castillo zaczęła wymiotować, wystraszony chłopak nie wiedział co ma robić.
-Nic Ci nie jest?
-Nnnie..-Wyjąkała
-Może się czymś zatrułaś? Boli Cię brzuch?
-Nie wiem, nie.
Chłopak wziął ją na ręce i przeniósł do łóżka. Ucałował i powiedział:
-Idź spać może lepiej się poczujesz.
-Przed chwilą spałam.
-To zaśnij znowu.
-Nie, już nie zasnę.
To wszystko lekko pokrzyżowało plany Verdasa, ale nie przejmował się tym. Zaproponował:
-Może chciałabyś się przejść? Świerze powietrze dobrze Ci zrobi.
-No dobrze, chodźmy tylko odświeżę oddech.
Para, była już gotowa, wyszli z budynku i przeszli się nad morze. Leon kazał Violettcie zawiązać na oczy chustkę:
-Po co znowu Leon?
-No zawiąż.
-Ugh.. No dobra.
Wziął ją za rękę i wprowadził na łódkę.
-Dlaczego to podłoże się gibie?
-Zaraz zobaczysz.
Powoli ustawił ją w pozycję siedzącą, on również usiadł i rozwiązał szatynce oczy. Następnie wstał złapał wiosło i zaczął odpychać się od wody, po czym płyną.
-Leon, ale romantycznie.
-Chciałem po restauracji Cię tu zabrać, ale no... niestety.
-Ważne, że teraz tu jesteśmy, nie ważne kiedy, ważne że razem.
-Jak słodko.-Uśmiechnął się.
Siedzieli, rozmawiali i bawili się. Około godziny 23 wrócili do hotelu. Znowu zrobiło jej się nie dobrze, pobiegła do łazienki, po raz kolejny zwymiotowała. Leon martwił się o nią, nie wiedział co jej jest. Myślał, że to może przez jej chorobę, ale przecież nie ma na to dowodów. Przez parę dni, Violettę dręczyły wymioty.
Czasem nawet przychodziły jej dziwne myśli, myślała że może, ona i Verdas...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Znowu mały rozdział. Sorka musiałam się do sprawdzianu z Historii, pouczyć. :*

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 17:Przepraszam.

Leon obudził się pierwszy, zobaczył obok niego śpiącą jeszcze szatynkę. Spojrzał w dół na podłogę, zobaczył tam koszulę nocną Castillo. Zbyt dużo nie pamiętał, zapamiętał tylko tyle, że spał z Violettą, i kawałek tego jak całowali się namiętnie. Uśmiechnął się sam do siebie, nie żałował tego,a wręcz przeciwnie, cieszył się bardzo, że on i dziewczyna udowodnili sobie wielką miłość. Ucałował Vilu w czoło, wstał po cichu z łóżka, i poszedł do recepcji, poprosił aby o godzinie 12:00 ktoś z obsługi poszedł do pokoju i poinformował Castillo, że taksówka będzie czekała na nią przed hotelem o godzinie 13 i zawiezie ją nie informując gdzie. Szatyn wyszedł, by ponownie zrobić Violettcie niespodziankę. Ta około godziny w półdo dwunastej obudziła się, strasznie bolała ją głowa. Czuła się wspaniale, wiedziała co zdarzyło się pomiędzy nią a szatynem. Bardzo go kochała. Poszła do łazienki, zrobiła poranne czynności i wyszła. Ubrała jakieś krótkie spodenki i bluzeczkę. Chodziła po całym pokoju, dzwoniła do Verdasa, i cały czas zastanawiało ją to dlaczego, nie ma go nigdzie. W pewnym momencie ktoś zapukał do jej drzwi, chwyciła za klamkę i je otworzyła. Ujrzała w nich recepcjonistkę która poinformowała ją o prośbie ukochanego. Ta podeszła do szafki, wzięła jasne szare dżinsowe spodnie, koronkową bluzeczkę i czarną skórzaną kurtkę, zrobiła sobie makijaż. Gdy już się ubrała w te ciuchy, zamknęła pokój i wyszła. Tuż pod hotelem czekała na nią taksówka.
Wsiadła do niej, jednak nie wiedziała gdzie jedzie. Ufała Verdasowi, więc aż tak nie czuła strachu.
Kierowca zawiózł ją do restauracji "', była to bardzo dostojna restauracja. Szatynka weszła do środka, przy stoliku ujrzała Leona. Podbiegła do niego, przytuliła i ucałowała w policzek. Następnie usiadła do stolika.
-Witaj kochanie.-Uśmiechnął się.
-Cześć słońce.-Opowiedziała.
-Wyglądasz ślicznie.-Ponownie się uśmiechnął.
-Dziękuję, ty też wyglądasz nieziemsko.-Odwzajemniła uśmiech.
-Jak Ci się spało?
-Znakomicie, Leon..
-Słucham? A..Pewnie się zastanawiasz jak doszło do tego wszystkiego?
-Nie, nie. Wszystko pamiętam, dokładnie.
-To dobrze. Działo się wczoraj.
-Tak, tak.-Zaczęła się śmiać.
Kelner przyniósł zamówione jedzenie. Para, siedziała, śmiała się i rozmawiała. Szatyn miał plan, taki który zachwyciłby Violettę, ale postanowił, że jak wyjdą z restauracji, zabierze ją w kolejne magiczne miejsce.
Violetta, wstała od stolika i poszła do toalety. Zauważyła, że jakaś dziewczyna siedzi i płacze w koncie. Podeszła do niej i spytała:
-Co się stało? Nic Ci nie jest?
Dziewczyna nie odpowiedziała nic.
-Mogę w czymś Ci pomóc?
-A przywrócisz mojej mamie życie? Byłabyś wspaniała!-Wybuchła płaczem.
Dziewczyna, brunetka, pochodziła z Włoch, było to rozpoznawalne po jej akcencie, była zrozpaczona.
-Spokojnie, wiem co czujesz. Ja również straciłam moją mamę, miałam wtedy 5 lat.-Oby dwie zaczęły płakać pod ścianą. W tym czasie chłopak zastanawiał się dlaczego Viola nie wraca. Był ciut poddenerwowany, ponieważ mieli razem spędzić czas, a tym czasem siedzi w łazience. Również wstał od stołu, skierował się w stronę dużej łazienki. Zapukał, w końcu nie mógł tam wejść, bo była to "damska" łazienka. Ponownie zapukał, i uchylił drzwi. Zobaczył obydwie płaczące kobiety. Violettę, i kobietę, którą widzi pierwszy raz na oczy. Podbiegł do obydwóch i spytał co się stało. Tym razem nie obchodziło go to czy są w męskiej czy w damskiej łazience.
-Boże, co się wam stało? Dziewczyny dlaczego płaczecie?
W tym momencie, z kabiny wyszła jakaś kobieta i zaczęła krzyczeć. :D Ochrona wbiegła do łazienki i z restauracji wyprosiła szatyna. :D Zły Leon, dzwonił i dzwonił do ukochanej, ta widziała, że on dzwonił jednak nie reagowała na to. Poznała się z Włoszką Franceską, opowiedziały sobie wszystko o sowim życiu.
Leon, stał i stał pod restauracją, jednak na marne. Zdenerwowany wrócił do hotelu, wziął zimny prysznic. Dlaczego? Czemu ona mnie zignorowała. Co już się jej znudziłem? -Zadawał sobie te pytania.
* I właśnie wtedy poznałam Leona. Violetta skończyła opowiadać o swoim życiu.
-Właśnie Leon!
-Co co Leon?-Odpowiedziała Fran.
-On..
Dziewczyny szybko wymieniły się numerami telefonu, Violetta wybiegła z restauracji, złapała taksówkę i jechała do hotelu. Podczas tej drogi spojrzała na telefon 40 nieodebranych połączeń i 20 sms od Leona. Zszokowało ją to, chciał po prostu spytać się dlaczego one płaczą, a został wyrzucony z restauracji, a na dodatek dzwonił bez skutku do niej.
* W tym czasie szatyn, wyszedł z pod prysznica i położył się na łóżko, zasnął.. Do pokoju wtargnęła Castillo. Biegła i wskoczyła na łóżko.
-Leon, przepraszam, przepraszam. Proszę wybacz mi.
Verdas nadal spał.
-I co teraz nie będziesz się do mnie odzywać? Wam facetom na prawdę zależy tylko na tym by zaciągnąć kobiety do łóżka.
Usiadła bliżej koło niego, i usłyszała ciche chrapanie.
-Ty śpisz..Przepraszam.-Powiedziała cicho do jego ucha.
Następnie ona również zasnęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę mało dialogów. Krótki rozdział bo są święta. Ogółem to Wesołych Świąt! :D